Galop

W polskim regulaminie z 1938, na str.53 stoi napisane „W tym chodzie jeździec stara się nie oddzielać od siodła pozostawiając tułów pionowo”. Nawet dla zawziętych zwolenników wyższości jazdy w stylu „nogi pod” ten fragment musi brzmieć jednoznacznie, żadnego „kładzenia się” na przednim łęku w czasie galopu!. Dopiero w wyciągniętym galopie regulamin dopuszcza (str.59) jazdę pół siadem i pochylenie cokolwiek naprzód. Pochylenie cokolwiek oznacza niewiele, mało lub słabo, na pewno nie tak jak dżokeje na wyścigach, którzy pochyleni nad łękiem dociążają przednie nogi koni i niszczą im łopatki. Tutaj szanowne koleżanki i koledzy musicie ocenić sami, czy wasze pochylenie jest jeszcze cokolwiek, czy już więcej niż cokolwiek od pionu. Kolejną ważną kwestią jest czas galopowania, w regulaminie z 1922 roku w rozdziale B /galop jest napisane: Galop jest najszybszym chodem. Jeździec nie powinien go używać bez potrzeby podczas dłuższych przejazdów, szczególnie w drodze, a przede wszystkim gdy koń jest objuczony. Jednak, jeśli szybkość przepisowa kłusa jest nie wystarczająca, jeździec powinien przechodzić raczej w galop, niż wyciągać kłusem (dodam od siebie – pseudo anglezowanym ).

Galop nazywany był w przeszłości skokiem i do skakania na jednej nodze na ziemi, co każdy człowiek umie robić od dziecka, najłatwiej porównać ruch jaki musi! wykonywać galopujący jeździec.

Nie wolno w galopie „pompować” czyli kiwać się rytmicznie z tyłu do przodu górną częścią ciała i rzucać paralitycznie głową, gdyż po pierwsze brzydko to wygląda, a po drugie nic to nie daje poza uszczerbkiem na równowadze.

Tu znowu przypomnę słowa Górnickiego, który mówi, że … jeździec sobą jak koń stąpi … należało by powiedzieć … skoczy i przy każdym skoku głowa i tułów od pępka w górę musi pozostać cały czas w godnej pozycji pionowej ale bez zbędnego usztywnienia, do tego elastyczny chwyt udem, palce stóp (tylko) na półach strzemion podane lekko do przodu, lewa lekko przed prawą, jedn bark, z reguły lewy lekko wysunięty do przodu (to pomaga utrzymać równowagę w pionie i ma chyba związek z praworęcznością u leworęcznych będzie prawy lekko z przodu).

Minimalne skręcenie tułowia w pionie, bardziej odczuwalne jako lekkie podanie barku do przodu jest częścią działania naszej pomięci motorycznej mające zapewnić nam utrzymanie pozycji pionowej przy dynamicznych skokach jakie wykonujemy razem z koniem. Nie należy z tym walczyć, bo to jest działanie zupełnie naturalne i prawidłowe, należy przyzwyczaić się do tego i pamiętać, że przy lewym barku podanym do przodu, przy skręcaniu w prawo będzie mam to pomagało przy skręcaniu w lewo przeszkadzało. Zatem przed wejściem w zakręt w lewo należy cofnąć bark czyli ustawić linię barków prostopadle do kierunku jazdy i w momencie rozpoczęcia zakrętu w lewo cofnąć lekko lewy bark do tyłu jednocześnie „prąc” prawą zewnętrzną stroną do przodu. Dla tych którzy czują, że galopując na wprost stabilizują pion podaniem prawego barku przed siebie wykonują ww. czynności w odbiciu lustrzanym,

Dolna część ciała jeźdźca porusza się wraz z koniem w takt i rytm kroków konia, czyli przy galopie w prawo „skaczemy” na lewej zewnętrznej nodze, przy galopie w lewo na prawej. Łatwo to przećwiczyć na ziemi gdyż „galopować” na ziemi potrafimy od dziecka, ale na ziemi nie nadajemy sobie takich prędkości jak na koniu, poza tym dla nas jest to „chód” dwutaktowy dla konia jest chodem trzy taktowym w kolejności stawiania kopyt na ziemi przy ruchu w prawo – lewa tylna, prawa tylna i lewa przednia , prawa przednia. Przy ruchu w lewo galop zaczyna się od prawej tylnej, drugi takt – lewa tylna i prawa przednia, trzeci -lewa przednia.

By „skakać” razem z koniem musimy wyczuć moment w którym ziemi w którym koń uderza w ziemię tylnym zewnętrznym kopytem. Jest to moment w którym kłoda konia znajduje się w „dołku” , w tym momencie skracamy nasz brzuch, w trzecim takcie gdy koń odbija się od ziemi i zaczyna lecieć, my, tak jak to nazwał Loed Cavendis, zaczynamy tańczymy z powietrzem. Trzy takty skoku konia są dla nas dwoma i gdy nasza głowa i klatka piersiowe lecą w powietrzu to w tym samym czasie nasz brzuch i część lędźwiowa kręgosłupa minimalnie się rozciągają. W sytuacji gdy koń przechodzi do galopu z poziomą kłodą czyli do cwału (u koni które potrafią to robić tylko gdy biegną szybko) jest dużo łatwiej, gdyż zanika ruch w pionie, ale w tym momencie rośnie nasza energia kinetyczna i siły jakie na nas oddziałują. Przy jeździe ze skróconymi strzemionami, gdy w nich stoimy i pochylamy się nad końskim grzbietem, przypomina to lot w pozycji jak przy jeździe na nartach, ze względu na odniesiony w górę środek ciężkości jest to bardzo niebezpieczne gdy koń się potknie, skoczy w bok lub zmieni kierunek galopowania. Przy pełnym siadzie z nogami przed sobą nasz środek ciężkości znajduje się blisko siodła zatem w niebezpiecznych sytuacjach fizyka wręcz nam pomoże, gdyż zabierzemy się z koniem i nawet nie zdążymy pomyśleć co się stało.

Kluczowe jest przy tym utrzymanie tułowia w pionie gdyż w ten sposób koń cały czas czuje że ciężar który niesie znajduje się stale w jednej pozycji zatem nie przeszkadza mu w ruchu.

 

W skoku można przyłożyć obie łydki do boków konia, ale to jest mniej wygodne bo trudniej utrzymać tułów w pionie. Prawej łydki nie widać ale jest  właśnie w pionie, nazywam ten dosiad sarmackim bo jest znany sarmacki rysunek sprzed bodaj 2300 lat na którym jeździec w takiej pozycji galopuje.

Sarmaci mają mocno zgięta prawą nogę by zrównoważyć ciężar długiej włóczni, do zwykłej jazdy wystarczy gdy prawa łydka wisi pionowo.

Jednak trudno jest wysiedzieć galop jeśli przez zapinanie na-chrapnika na ostatnią dziurkę, różne gumy lub wypinacze, czarne wodze i inne patenty nauczyło się kona, że ma kicać na przednich nogach z jednoczesnym podnoszeniem zadu w takt własnych skoków. Niestety brak chęci do czytania starych tekstów i stosowania zaleceń PZJ          ( patrz odpowiedź na pytanie nr 261. Wymień najczęstsze błędy dosiadu? ) doprowadziło po zakończeniu II WŚW wielu trenerów i pseudo „trenerów” do przekonania , że w wieku XX-ym jeździć się już nie będzie i że wystarczy używać konia do przemieszczania pomiędzy przeszkodami w dosiadzie skokowym, a w ujeżdżeniu w widłowym, co niestety skutkuje brakiem umiejętności galopowania pełnym siadem.

Zdaję sobie sprawę z tego, że tak jest łatwiej, że tą metodą tj. pakując jeźdźca w ciasne siodło z drastycznie skróconymi strzemionami, szybciej przechodzi się do jazdy wyższymi chodami, i by początkująca(y) zagalopował(a) wypuszcza się stojącą lub stojącego w strzemionach w skok za galopującym koniem. Robi się tzw, tramwaj, drugi koń po kilku krokach kłusa z reguły przechodzi do skoku, czyli zagalopowuje i uczona(y) już wie jaki to jest ruch. Tyle, że stanie w strzemionach z pochyleniem tułowia nad końskim grzbietem, co nazywanie jest nie wiadomo dlaczego pół-siadem może łatwo skończyć się zaliczeniem tzw. gleby, gdy przestraszony byle czego koń zmieni nagle tempo ruchu albo zrobi choćby mały skok w bok. W takiej sytuacji jeździec zgodnie z zasadą zachowania pędu leci dalej przed siebie i jest szczęśliwy jeśli w czasie tego lotu nie usztywni się choćby częściowo, tylko klapnie miękko na ziemię.

Miękkie lądowanie bez próby ratowania się usztywnianiem kończyn kończy się z reguły tylko ubytkiem na honorze jeździeckim i opijaniem powrotu delikwentki lub delikwenta w całości do świata żywych i nie połamanych. Inne przypadki, czyli tzw. twarde lądowania kończą się czasami kalectwem lub częściej różnego rodzaju urazami fizycznymi i psychicznymi które w większości przypadków zniechęcają skutecznie, te lub tych którzy je przeżyli, do dalszej jazdy konnej.

Przyznaję, że Ja osobiście zaliczyłem kilka upadków na ziemię ale każdy z nich dawał mi dużo do myślenia, przypominał, że czegoś nie umiem, że coś robię źle i był bodźcem do szukania odpowiedzi na pytanie czy da się jeździć konno bez spadania. Znalazłem tę odpowiedź a także na kilka innych pytań z tej samej dziedziny u autorów od antyku do 1939 roku i nic mnie to nie obchodzi, że po takiej edukacji moje jeżdżenie wygląda z boku zupełnie inaczej niż u tych którzy uważają się za „klasyków” a pojęcia nie mają jak ta klasyka tak naprawdę wygląda.

Wracając do sedna tj. jazdy galopem pełnym siadem to jest to wygodniejszy sposób poruszania dla jeźdźca i konia choćby z powodu nie dociążania jego łopatek i w zasadzie polega na nauczeniu się przeskakiwania w powietrzu w rytm skoków konia, jak na poduszce powietrznej, w oparciu o wykorzystaniem zasady zachowania energii.

Powiecie, że wypisuję głupoty, ale nawet sztywno stający w strzemionach, gdy znajdą są na szczycie „górki” czyli w połowie pomiędzy jednym uderzeniem kopyt o ziemie a drugim, poczują czasem jakby stan nieważkości, jakby lecieli ułamki sekund w powietrzu. Lord Cavensisch nazwał to tańcem z powietrzem i ten stan, jadący pełnym siadem umie wykorzystać dla siebie i dla konia.

Polega to na tym, by w momencie w którym lecimy, gdy dzięki kolejnym skokom konia mamy sporą energię kinetyczną nauczyć się odpowiednio sterować własnym ciałem, tak by płynnie „przeskakiwać” z jednej „górki na drugą” ułatwiając w ten sposób zadanie galopującemu koniowi. Niech nie mówią, że tak się nie da, da się i można to zobaczyć np. na starych amerykańskich westernach z Johnem Waynem i w … Internecie. Bo tak jeżdżą współcześnie Hiszpanie, Gauczo i kowboje amerykańscy oczywiście poza rodeo. O rodeo i podobnych sztuczkach nie rozmawiamy.

Zwykły galop potrafi nas jednak wprowadzić w obszar którego nie znamy a to dlatego, że część koni wolno galopuje skacząc i dopiero w cwale pomyka z poziomą kłodą a inne potrafią galopować wolno i szybko z równą kłodą, ale we wszystkich przypadkach jeździec musi być przygotowany na to, że jedne i drugie potrafią w ułamku sekundy zmienić tempo lub kierunek ruchu.

I jak by nie szkolić koni, ile by nie żądać od nich, by się nie denerwowały to zawsze się zdarzy sytuacja, gdy nagle przyspieszą lub na ułamek sekundy zwolnią po czym skoczą dalej i na obie sytuacje my musimy być przygotowani psychicznie i fizycznie.

O ile zwiększenie prędkości nie jest specjalnie groźne przy jeździe z długimi strzemionami o tyle nagłe zwolnienie i skok do dalszego galopu wybija jeźdźca z rytmu do tego stopnia, że może zupełnie stracić poczucie co się z nią lub nim dzieje. Trwa to wszystko ułamki sekund, na tyle jednak długo, by pamięć motoryczna piechura, która nie zarejestrowała takich przypadków przy poruszaniu się na własnych nogach, zatem nie mając wzorców będzie reagowała w sposób dla nas niebezpieczny czyli poprzez chwilowe usztywnienie, ale zapewniam, że zdecydowanie łatwiej przejechać przez taką sytuację siedząc w siodle niż stojąc w strzemionach.