Kości siedzeniowe czyli krętarze mniejsze

Książkę „Świadoma jazda konna” wydaną w Polsce w roku 2012, napisaną przez panią Mary Wanless, wydaną w Anglii w 2002 pod tytułem „Ride with your mind” dostałem od „Mikołaja” z którym od roku spieram się o to czy siedząc na koniu podpieramy się na kościach kulszowych czy na krętarzach mniejszych.

Świadoma jazda konna

Mikołaj jest zdania, że siedzimy na kościach kulszowych, ja, od 10 lat twierdzę, że stoimy na krętarzach mniejszych!. Problem polega na tym, że trochanter minor czyli krętarz mniejszy jest podczas siedzenia na koniu tak blisko krawędzi łuku kości kulszowej, że trudno je od siebie odróżnić.

Książka jest trudna w czytaniu , gdyż pełna jest szczegółowych opisów czynności jakie trzeba zrobić z samym sobą by dobrze jeździć konno, niestety autorka koncentruje się wyłącznie na ujeżdżeniu, do tego tłumaczenie nie do końca jest idealne, trzeba zatem się w nią mocno i uważnie wczytać, mimo zawężenia tematu jest warta uwagi gdyż zawiera dużo ciekawych wskazówek np. żeby przy anglezowani nie podrywać się jak by nas przypalali od spodu i wiele innych, niestety u nas często ignorowanych.

Gorąco polecam jej lekturę ale nie będę jej całej recenzował, zajmę się jedynie zagadnieniem krętarzy mniejszych i problemami z nimi związanymi.

Wracając zatem do nich, to dość szybko znalazłem kilka dowodów na to, że mam rację, czyli, że podpieramy się na wyrostkach nazywanych trochanter minor,  po 1-wsze na rysunkach zamieszczonych w książce oraz w tekście nie ma słowa o istnieniu krętarzy mniejszych!, autorka nie zaważa ich istnienia prawdopodobne dlatego, że gdy odwodzimy uda na boki obejmując kłodę konia, bardzo sprytnie, dzięki autorotacji kości udowej zbliżają się do kości kulszowych i znajdują się tak blisko ich dolnych krawędzi, że trzeba użyć sposobu by je rozróżnić.kos-inst-piech

Odkryłem jakieś 10 lat temu, że najlepsze do jazdy jest podparcie 2-u punktowe, gdy z protezy (dlaczego siodło ujeżdżeniowe nazywam  protezą wyjaśnię później) czyli siodła ujeżdżeniowego przesiadłem się najpierw na polskie, płaskie siodło oficerskie wz. 25 a potem na amerykańskie siodła McClallana i Whitman-a. W 25-ce dzięki temu że jest to siodło z drewnianą, klasyczną terlicą okrytą skórą, z płaskim siedziskiem, wysiedziałem dołki, których obecność była wyraźnym znakiem, że podpieram się tylko na dwu punktach. W sumie zajęło mi ponad rok pogodzenie się z faktem, że bardziej stoję niż siedzę, bo z nikim nie mogłem tego skonsultować a w książkach od Ksenofonta po Fillisa też o tym nie było nic napisane, pisałem  o tym w artykułach do „Konia Polskiego” i „Świata koni” zatem wrócę do krętarzy mniejszych błędnie nazywanych w tekście pani Wanless.kretarz-mniejszy-i-kulszowe

Na stronie 23, w uwagach osobistych autorki znajdują się następujące słowa : … „Cieszę się , że już nie obcieram sobie kości kulszowych…” a na stronie 21 znajduje się rysunek na którym przedstawione są one jako dwa niewielkie koła i to jest dowód, że obtarcia następowały na skórze okrywającej krętarze mniejsze a nie kości kulszowe, gdyż te mają kształt podłużnych łuków, biegną równolegle do siebie zatem ich przyleganie jest liniowe a nie punktowe!.

km-1

Wie to każdy kto przełaził np. przez poziomo ułożoną belkę lub rurę i na nią spadł tak, jakby siadał na konia a krętarze mniejsze nie mogły ochronić krocza przed bezpośrednim kontaktem z powierzchnią na którą spadliśmy. Podobną sytuacją mamy podczas jazdy na oklep na kościstym koniu, piłuje nas od dołu liniowo a nie punktowo.

rotacja-kosci-udowej

By poczuć, że krętarze mniejsze są punktami podparcia i swą obecnością chronią tkanki okrywające kości kulszowe należy „docisnąć” się do powierzchni twardego stołu, siadając w luźnych spodniach!, na jego krawędzi. Nie mając podparcia dla stóp oprzemy się dwu punktowo na jego powierzchni, przy czym nie wolno napinać mięśni pośladków i wszystkich innych znajdujących się w pobliżu.

Gdy zaczniemy poruszać bez podnoszenia jej w górę, w bok lub okrężnie jedną z nóg, poczujemy, że punkt podparcia jest ruchomy. Dzięki temu, że krętarze mniejsze, przy rozchylonych na boki nogach, są położone tuż przy kościach kulszowych, oraz dla tego, że wystają poniżej dolnej krawędzi kości kulszowych nie więcej niż kilka milimetrów, co wystarcza by chroniły tkanki okrywające kości kulszowe przed fizycznym kontaktem z wszystkim co znajduje się poniżej nich, są trudne do wyczucia.

Dopiero jazda w płaskim twardym siodle pozwala rozluźnić wszystkie mięśnie i poczuć na czym stoimy czyli, że podpieramy się na krótkich odcinkach kości udowej od jej główki do krętarza mniejszego.

O dziwo, udało się to także pani Wanless ale z trudnych do odgadnięcia przyczyn używa do opisywania punktów podparcia niewłaściwej nawy. W sumie za prawidłowe działanie wynikające z odkrycia, że podparcie jest dwupunktowe należą się jej za to słowa uznania , gdyż dokonała tego prawdopodobne w siodle ujeżdżeniowym, a takie siodła są protezami łączącymi jeźdźca z koniem. Nie ma złośliwości z mojej strony w nazywaniu siodła w którym przekrój poprzeczny i wzdłużny oraz odległość pomiędzy łękami jest tak mała, że ledwie mieści się w nim dół naszego ciała.

Wiem to, bo sam jeździłem w takim siodle ponad 3 lata, żeby się w nim zmieścić musiałem w specjalny sposób ustawić miednicę, ledwie czułem podparcie na krętarzach mniejszych dlatego, że siedziałem na własnych tkankach sprasowanych pode mną, gdyż siodło trzymało mnie ciasno z każdej strony a wymiarowo wcale nie było małe. Oczywiście było tak zrobione, że leżało za bardzo z przodu, na łopatkach konia za blisko przednich jego nóg.

Niechętnie, ale zamieszczam zdjęcie z roku 2002 , widać na nim jak blisko przednich nóg konia siedzę w siodle ujeżdżeniowym, ile wolnego zadu za mną, o głowie konia zniewolonej ręką i paskami skóry nie wspomnę. Wtedy myślałem, że tak jest dobrze, teraz wiem, że nie i dlatego próbuję innym uświadomić skalę gwałtu czynionego naszym kochanym koniom.

w-jezdz-kopia

Ograniczenie sylwetki poprzez geometryczne ustawienie miednicy a za nią kręgosłupa, zbliżone do pionu położenie ud ograniczało zakres moich ruchów, usztywniało mnie co prowadziło do ograniczania ruchów konia. Niestety to jest cel do jakiego dąży się w ujeżdzeniu w pełni świadomie gdyż koń któremu nie odbierze się możliwości poruszania do przodu poprzez wymuszenie opuszczenia głowy, zapięcie nachrapnika i skośnika bez luzu, zapakowania siodła na łopatki będzie szedł dynamicznie wręcz gwałtownie w porównaniu z koniem ustawionym ujeżdżenowo. Na takim koniu bardzo trudno wykonać ewolucje ujeżdżeniowe bo człowiek za nim nie nadąża!!!.   Dlatego świadomie eliminuje się  możliwość gwałtownych przyspieszeń oraz spowalnia kona do zakresu prędkości w których człowiek jest w stanie się poruszać.         Dresarzyści oczywiście się ze mną nie zgodzą, gdyż tworzą grupę wzajemnie się wspierającą i uznającą wyłącznie własny punkt widzenia, w którym nie mieści się nawet cień wątpliwości, że mogą nie mieć racji. Sami tworzą zasady, sami siebie oceniają, sami sobie wybaczają błędy! reszta świata się nie zna i nie ma racji!.

swiad-jezd-zdj-okl

Wystarczy spojrzeć jednak na zdjęcie z okładki kolejnej książki pani Wanless, na którym widać konia rozciągniętego, z siodłem na łopatkach, z głową  zawieszoną na wodzach. Jeśli to ma być ideał to ja mówię pas. Co jest wg mnie ideałem?  Lipican który przez setki lat był tak hodowany by sam niósł swoją głowę, którego sylwetka pod jeźdźcem łatwo wpisuje się w kwadrat, oczywiście jeśli osiodła się go i pojedzie na nim tak jak robiono to 100 i 200 lat temu.

Współczesny dresarz bez mrugnięcia okiem akceptuje fakt, że współczesna hodowla próbuje uzyskać konia który nie wygląda jak Lipican, ale rusza się tak jak Lipican, i długo jeszcze potrwa, i wiele awantur przed nami, zanim dresarz zrozumie ile gwałtu zadawane jest koniom które nie mają dobrych cech do ujeżdżenia. Hodowla koni i to co się z nią dzieje do temat na odrębną dyskusję, ale jeśli napisałem jedno zdanie to dodam jeszcze kilka. W ujeżdżeniu stawia się hanowery które 100 lat temu były końmi dla ciężkiej kawalerii np. obok lipicanów i widać, że te 100 lat poprawiania hanowerów w celu uzyskania idealnego konia ujeżdżeniowago niewiele na razie dało.  Mały hanower bo takie też widziałem, ma papier, ale nic więcej wspólnego z hanowerami z czasów gdy hodowano je tysiącami dla pruskiej kawalerii.       Tak jest z wszystkimi rasami koni, shagia była przez setki lat koniem do pokonywania dziesiątków kilometrów dziennie, jeśli zacznie się ją ulepszać w stronę ujeżdżenia nie będzie shagią a by nadawała się do ujeżdżenia taka jaką jest teraz trzeba ją mocno skrępować. To samo dotyczy trakenów i naszych małopolaków,  jeszcze 50 lat temu typowy małopolak nie był za wysoki w kłębie, co nie znaczyło, że słabo skakał przez przeszkody, był dobry do pracy w polu ale i pod siodło,  dzisiaj tych w starym typie ze świecą szukać, a konie które mają papiery małopolaków są podobne do wszystkiego tylko nie do swoich przodków sprzed 50 lat. Tylko kto kupi konia wyłącznie do zwykłej jazdy bez szansy na złudę wielkiego wyczynu?   Mamy zatem jeźdźców którzy używają koni do sportu nie umiejących i nie czerpiących radości ze zwykłej jazdy konnej.                  U nas i nie tylko u nas biznes nakręca moda sportowa … zostawmy jednak ten wątek.   Wracając do właściwego podparcia to podczas jazdy potrzebne jest właściwe siodło i jego właściwa lokalizacja na grzbiecie konia, tym zagadnieniom p. Wanless nie poświęca niestety ani słowa, jak sądzę z braku okazji wypróbowania innego siodła niż ujeżdżeniowe i braku doświadczeń z tym związanych.

lopatka

Na rysunku, który znajduje się na str.13 – szkoda, że w książce nie zamieszczono zdjęć, zakładam zatem, że są narysowane na podstawie zdjęć, widać typowe ulokowanie siodła za blisko przednich nóg konia. Tybinki wchodzą na łopatki co utrudnia koniowi ruch i u młodych koni będzie prowadziło do uszkodzeń stawów. A już nasi przodkowie w wieku XVII wiedzieli, że nie wolno siodłać na łopatkach bo to je kazi!.

Takie umiejscowienie siodła wynika z nie przestrzegania starej zasady, że przednia krawędź popręgu ma być minimum 1ą dłoń od łokcia ale także z tego, że sztywni jeźdźcy jeżdżący z za długimi i za krótkimi strzemionami mają problem z uderzeniami idącymi od za wysoko podnoszącego się zadu co jest wynikiem odbierania koniowi możliwości ruchu do przodu nadmiernym kontaktem (także skośnikiem zapiętym bez luzu).

O właściwym kontakcie ręki z pyskiem kona autorka pisze także, ale kończy się na słowach bo przy wąskim podejściu do sylwetki jaką ma zachować jeździec tj. bezwarunkowym utrzymaniu linii bark, pięta, biodro, nawet przy poprawnym podparciu na krętarzach mniejszych i chwycie udem jeśli siodło jest za krótkie i za wąskie nie będzie lekkiej ręki i lekkiego kontaktu z pyskiem konia.  Narzucanie takiej pozycji w pierwszej kolejności doprowadzi do zawiśnięcia końskiej głowy na ręce jeźdźca i spowolnienia ruchu konia dlatego, że człowiek będzie zbyt dużo uwagi energii i poświęcał na utrzymanie własnej równowagi przód -tył. A spięty jeździec to spięty koń, w tym się całkowicie z panią Wanless zgadzamy. Z innymi radami też się zgadzam ale o tym napiszę być może przy innej okazji.

No i proszę, ile jest do powiedzenia o wyrostku na kości który trudno namacać.