Geometria dosiadu i taniec z powietrzem.

W śmiałym artykule „Nie rozwijajmy ujeżdżenia” pani Ewa Rot-Buga (KP 2/2013) porusza problemy wynikające ze słabości XX wiecznej odmiany klasycznego systemu szkolenia (należało by go nazywać pseudo-klasycznym). Twierdzenie, że zaledwie 100 lat wprowadzania „innowacji” doprowadziło do wypaczenia klasycznych metod szkolenia , jest odrobinę przesadzone, przed II wojną światową nie było aż tak źle, proces wypaczania rozpoczął się dopiero po 1945 roku, gdy jeździectwo uznano za burżuazyjną fanaberię a szkolenie ograniczono do wąskiego grona ludzi związanych z hodowlą, sportowców wyczynowych a z biegiem czasu i zapaleńców nie zważających na to co władze II-ej kongresówki uważały z społecznie poprawne.
Po roku 1990 gdy jeździectwo zaczęło dynamicznie się rozwijać nie było od kogo uczyć się podstaw gdyż nikt nie wiedział jakie one są. Oczywiście i wówczas troszczono się o dobro konia, ale tolerowanie za krótkich strzemion, ciasnych siodeł, okopywania boków konia w kłusie, anglezowania przez podrywanie się do góry, mocne dzierżenie wodzy, poruszanie wodzami prawo-lewo powodujące że koń kiwa głową w takt tych ruchów, rytmiczne napieranie biodrami na przedni łęk i inne tzw. patenty mocno tę troskę osłabiały.
Zgadzam się z panią Ewą Rot-Buga że …natural nie ma w swojej ofercie nauki dosiadu, niestety problem jest głębszy gdyż i inne „szkoły jazdy” nie maja takiej oferty. Cóż zatem trzeba zrobić żeby nauczyć się poprawnego dosiadu i właściwego zachowania na koniu?.
Uważam, że należy wrócić do sprawdzonych wzorów zachodnioeuropejskiej sztuki jeździeckiej w której dosiad opierał się na sylwetce jeźdźca siedzącego zawsze prosto bez względu na to co się robi ( Don Duarte XV wiek) ( wyłączając z tego schematu skok przez wysoką przeszkodę, niską można przeskoczyć bez pochylania się do przodu ) z udem podanym do przodu, łydką opuszczoną pionowo w dół , ze stopą poziomo lub z pietą lekko opuszczoną, trzymaną zawsze równolegle do boku konia lub palce lekko nie mogą na zewnątrz, odpowiednim munsztuku oraz dobrym siodle położonym we właściwym miejscu na grzbiecie konia.

hist-galop-rob-cwal

Podstawą prostej sylwetki jeźdźca jest odpowiednie siodło, które by spełniało swoje zadanie powinno być odpowiedniej długości, o łagodnym profilu wzdłużnym i poprzecznym, dzięki czemu miednica a za nią kręgosłup jeźdźca pozwoli mu siedzieć prosto, bez tybinki lub z tybinką bez poduszek albo z takimi które nie ograniczają swobody ustawienia uda i łydki, która ma tylko przylegać do boku konia tak by była gotowa do użycia jeśli zajdzie tego potrzeba.
Współczesne siodła z reguły są idealnie dopasowane lub wręcz za ciasne, często siodło skokowe służy do jazdy w parkurze i w terenie, złudne poczucie dobrego trzymania dolnej części ciała w efekcie daje słaby siad na kościach siedzeniowych. Jeźdźcy przesiadający się z siodeł skokowych w których dzięki stromemu pochyleniu tylnej powierzchni siedziska ( jeden z patentów wymyślonych w XX wieku) w których ich miednica jest przechylona do przodu, na siodła „płaskie”, mają wrażenie, że odchylają się do tyłu gdy tymczasem dopiero w nich siedzą prosto. Pochylenie miednicy i kręgosłupa jeźdźca do przodu pomaga mu w „złożeniu” się do skoku jednak zdecydowanie osłabia dosiad, jednocześnie zwiększa przyleganie kości łonowej ( kulszowej) co jest odczuwane jako dyskomfort i eliminowane poprzez silniejsze wsparcie na strzemionach. Opisany mechanizm skazuje każdego kto próbuje poza parkurem jeździć w siodle skokowym na jazdę bez dosiadu, stale w pozycji „gotowy do skoku” z środkiem ciężkości przesuniętym do przodu ( jeździec ma wrażenie, że padnie na nos jak narciarz pędzący na kreskę w dół zbocza) utrzymuje równowagę jedynie dzięki temu, że na mocne dzierżenie wodzy koń odpowiada równie mocnym ich napinaniem. Przy szybszych chodach napięty jeździec generuje coraz większe siły odśrodkowe z którymi próbuje walczyć poprzez jeszcze większe usztywnienie i kurczowy chwyt łydkami ( martwa łydka – kolejny patent XX wieku). Jeździć w takiej pozycji można, jeśli wszyscy tak jeżdżą to jest ona uznawana za poprawną, sprawni fizycznie dochodzą do wyników które ich zadowalają, tyle, że z prawdziwą harmonią z ruchem konia nie ma to nic wspólnego.

wsp-step-klus

By uzyskać prawidłową sylwetkę jeźdźca , prawidłową geometrię jego systemu biomechanicznego, należy pogodzić się z faktem, że szkolenie podstawowe należy prowadzić w siodłach takich jak hiszpańskie, portugalskie, McClellan-a, Whitmen-a, westernowe czy
XX-o wieczne wojskowe lub współczesne sportowe o długim płaskim siedzisku z tybinkami bez ciasnych ograniczników, gdyż tylko takie siodła pozwalają jeźdźcowi siąść na 2 punktach z rozluźnionymi mięśniami obu nóg. Postulat wyeliminowania ze szkolenia podstawowego i jazdy w ogóle anglezowania może wydać się zbyt radykalny ale racjonalnie patrząc jeśli mechaniczne anglezowanie przez podrywanie do góry prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia to zdecydowanie lepiej nie anglezować. Zresztą mistrzowie o których pisałem w „Czasie długich strzemion” (KP 9/2012, odwołuje się do nich także pani Ewa Rot-Buga KP 12/2012) nie anglezowali i mieli doskonałe wyniki, na cóż nam wynalazek angielskich listonoszy używających konia jako środka transportu?!. Obrońcom anglezowania, które w założeniu ma odciążać kona zwrócę uwagę na to, że tylko prawidłowe, miękkie anglezowanie nie szkodzi koniowi, mechaniczne przysiady wyglądają nieelegancko, zaburzają ruch i usztywniają konia. Zresztą listonosze „wymyślili” anglezowanie po to, żeby to im było wygodniej, końmi raczej się nie przejmowali. Tymczasem jazda kłusem ćwiczebnym (na przełomie XIX i XX wieku nazywanym francuskim !) nie prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia. Wymaga od człowieka więcej pracy, na początku z powodu zmęczenia ma on mniej satysfakcji z pokonywania przestrzeni, jednak na długą metę jest dla niego i dla konia bardzo korzystna a przy okazji poprawia muskulaturę brzucha jeźdźca.

W celu uzyskania prawidłowego ruchu konia ważna jest pozycja siodła na jego grzbiecie. Powinno leżeć tak, by jeździec nie siedział zbyt blisko przednich nóg wierzchowca (co jest współcześnie powszechne i co jest przyczyną problemów z łopatkami u wielu koni).
W przeszłości z właściwą lokalizacją siodła radzono sobie stosując podogonie i napierśnik. Współcześnie uważa się, że miały one stabilizować siodło przy podjeżdżaniu i zjeżdżaniu ze wzniesień w czym oczywiście pomagają , ale w przeszłości, jeśli jeszcze podjeżdżano, to przy ruchu w dół długiego stromego zbocza, gdy nie było to absolutnie konieczne zalecano schodzenie obok konia. Szczególnie wschodnie siodła o krótkiej terlicy wymagały precyzyjnego wyznaczenia ich pozycji, gdyż zbytnie zbliżenie do łopatek męczyło konia ( … w drodze siodło na łopatkach naprzykrzy się, a młodemu pokazi ( uszkodzi) chrząstki- Gospodarstwo jeździeckie… Poznań 1600 r. ) i zmniejszało dystans jaki mógł pokonać. Podogonie i napierśnik pozwalały przy siodłaniu zaoszczędzić czas i uzyskać powtarzalność pozycji, nawet jeśli siodłał doświadczony jeździec lub stajenny.
Uważnie przyglądając się ikonografii (od średniowiecznej do początku XX wieku) dostrzeżemy, że popręgi znajdowały się dość daleko od łokcia, często w odległości większej niż jedna dłoń, co jest logiczne, gdyż im krótsza terlica leżąca w środku kłody tym będzie dalej od jego przednich nóg. Konie siodłane blisko łopatek „chodzą” na przednich nogach „wlokąc” za sobą zad, jeżdżone z mocno skróconym wodzami, co nie pomaga uzyskać właściwego zebrania, w galopie wykonują krótki ruch przednimi nogami a nie mogąc podstawić pod siebie tylnych, podnoszą zad do góry.

wsp-galop-zebr

Jeździec stoi w strzemionach z sztywnym stawem skokowym i „wisi” na wodzach czyli utrzymuje równowagę przód tył mocno ciągnąc za wodze.

Przypomina to kicanie zająca i jest bardzo nieprzyjemne dla jeźdźca ( tylny łęk uderza go w kość ogonową) który radzi sobie z tym problemem przechodząc do pół-siadu. Z reguły jeźdźcy im szybciej jadą tym wyżej podnoszą siedzenie, a to, nawet jeśli jest skuteczne wygląda bardzo, bardzo brzydko.
Tymczasem prawidłowo ulokowane siodło i wyprostowana sylwetka jeźdźca w pełnym siadzie zapewniają we wszystkich chodach równomierne rozłożenie ciężaru na nogi konia co ułatwia mu poruszanie się w każdym terenie . Dzięki temu, jeździec, siedząc prosto, z nogami lekko podanymi przed siebie potrafi zatrzymać konia nawet z najbardziej dynamicznego ruchu gdyż nie boi się prędkości jaką nadaje mu rozpędzony wierzchowiec. Istotny jest także stały brak usztywnienie, dzięki temu jeździec bez problemu radzi sobie z siłami oddziaływującymi na niego przy przyspieszaniu, zwalnianiu i na zakrętach (siły odśrodkowe). W momencie gdy koń zrobi nagły, niezapowiedziany skręt w miejscu, choćby tylko o 90˚ w lewo lub prawo, zewnętrzna stopa w momencie obrotu ciała jeźdźca wokół osi pionowej odstawiona na zewnątrz wykonuje ciasny łuk, przenosząc siłę odśrodkową przez strzemię i puślisko na terlicę, dzięki czemu jeździec nie wyleci z siodła. Istotnym czynnikiem stabilizującym tułów jeźdźca w pionie oraz wpływającym na odczuwanie równowagi w przestrzeni jest układ ramion, rozluźnionych w barkach, zgiętych w łokciach pod kątem 90˚, z dłońmi na szerokości barków. Rozluźnienie nie oznacza zwiotczenia sylwetki lecz elastyczny ruch razem z koniem, nie podążania a kroczenie razem z nim. W stępie gdy koń stawia np. prawą tylną nogę jego grzbiet pod jeźdźcem po prawej stronie lekko się opuszcza i w ten „dołek” jeździec „stawia” swoją prawą nogę, „idąc” razem z koniem kołysze miednicą w takt tylnych nóg kroczącego konia. W kłusie kołysanie jest szybsze a „dołki” płytsze, ruch miednicy jeźdźca z boku na bok jest zatem szybszy a wychylenia minimalne. W galopie koń i jeździec jednocześnie skaczą (dawniej galop nazywano skokiem) jadąc w prawo na tylnej lewej i przedniej prawej ( prawa przekątna) , jadąc w lewo na tylnej prawej i przedniej lewe kończynie ( lewa przekątna) .
Bardzo trafny opis sylwetki i zachowanie jeźdźca pozostawił nam książce Wiliam Cavendish: Piersi jeźdźca powinny być w pewnym stopniu wypięte, jego oblicze przyjemne i wesołe, ale bez uśmiechu. Oczy skierowane bezpośrednio między uszy konia gdy porusza się do przodu. Nie mówię, że powinien trzymać się sztywno jak na warcie, lub, że powinien siedzieć na koniu jak posąg, ale, wręcz przeciwnie, że, powinien być wolnej (nieskrępowanej) postawy, najlepiej porównać to do tańca z powietrzem. Dlatego chciałbym by Gentleman pojawiał się na jeździe nie usztywniony. Jest raczej dobrodziejstwem dla ucznia i dla mistrza, by nigdy nie zdarzyło mu się obserwować sztywnej postawy, która czyni wygląd jeźdźca nieeleganckim czy wręcz głupim. Dobry dosiad jest na tyle istotny, że regularny ruch konia całkowicie zależy od niego, do tego jest korzystny i dla innych pomocy, więc niech uczeń nie ma ich w pogardzie. Ponadto śmiem zaryzykować, że kto nie siedzi delikatnie na koniu nigdy nie będzie dobrym jeźdźcem.
Problem XX wiecznej dydaktyki nowo-klasycznej polega na tym, że skazuje człowieka na stan permanentnego pozostawania w tyle, powiedzenie „zabierz się z koniem” wskazuje kto rozpoczyna ruch, a w takiej sytuacji jeździec jest od razu spóźniony i nie koncentruje się na swoim ruchu tylko na dogonieniu ruchu konia. Należy uświadomić człowiekowi, że to jego myśl „uruchamia” konia, że, żeby koń poruszał się zgodnie z jego wolą to on sam musi się poruszać, dawać właściwe sygnały całym sobą, bo to jest najskuteczniejszy sposób porozumiewania się z koniem. Przy takim nastawieni psychicznym przyspieszając lub wzmacniając swój ruch dajemy sygnał przyspiesz, zwalniając siebie sygnalizujemy zwolnij.
Można nauczyć konie by ruszały z miejsca na cmoknięcie, ucisk łydek, klepnięcie dłonią, lub na pospolite wio, jednak najskuteczniejszym sposobem jest zainicjowanie ruchu myślą , trzeba pomyśleć – chcę iść, resztę zrobi program który mamy zakodowany w sobie, nasze ciało zareaguje tak jakbyśmy stali na ziemi, da sygnał ruszamy np. z prawej nogi i koń ruszy z prawej tylnej, oczywiście nie za pierwszym razem, ale koń szybko zaakceptuje ten sposób wydawania poleceń. Nad tym sposobem komunikacji trzeba jednak sporo popracować na początek na lekki nacisk łydkami zareaguje każdy koń, nawet systematycznie okopywany lub jeżdżony z martwą łydką.
Gdy chcemy się zatrzymać stąpając po ziemi przestajemy się ruszać, wystarczy zrobić to samo na koniu, nie zatrzymamy się w pół kroku, wygaszając własny ruch stopniowo, damy mu czas na to by poczuł sygnał jaki do niego dociera, co on oznacza i by go wykonał.
By nie być skazanym na podążaniem za ruchem konia musimy się sami ponownie zaprogramować, po raz drugi nauczyć chodzić, biegać i skakać tyle, że przy pomocy nóg naszego partnera od tańca z powietrzem. Im szybszym chodem będziemy się poruszać tym mniej czasu będzie na wydawanie poleceń stąd trzeba popracować nad samo programowaniem by w sytuacjach krytycznych działać automatycznie, bez zbędnego myślenia jaka jest kolejność czynności które mamy wykonać by osiągnąć zamierzony cel.

Metody szkoleniowe drugiej połowy XX wieku zakładają, że zawsze jeżdżono tak jak to opisałem na początku artykułu, tymczasem szkodliwe „innowacje” i niektóre tzw. patenty zostały wprowadzone dlatego, że przyspieszają szkolenie, dlatego, że w za ciasnym siodle inaczej jeździć się da, albo, by skutecznie przeskakiwać wysokie przeszkody, itd. lista powodów jest długa. Tyle, że nawet Federico Caprilli poza parkurem nie jeździł tak jak się u nas jeździ na co dzień, a i skakał z dłuższymi strzemionami niż współcześnie się sądzi. Nie proponuję żeby od razu skakać z długimi strzemionami, analiza jak to ronił F. Caprilli to temat na osobny artykuł, być może nawet na nie jeden, sam jestem ciekaw co pisał na temat jeździectwa w swoich opracowaniach przed stu laty, On, jeździec na granicy dwu epok.

Zdjęcia z opracowania Gabriele Benucci-go „Federico Caprilli, tra storia e romanzo – Federico Caprilli między historią a fikcją”

caprilli_2

Na F.Caprilli na koniu Pouff 1906 r .

caprilli2-i-krol-male

Zdjęcie Król Włoch, Vittorio Emanuele III jadzie środkiem drogi,
dedykowane generałowi Berta. jeździec z prawej strony zdjęcia to Federico Caprilli.

Zdaję sobie sprawę, że w ramach jednego artykułu trudno jest wskazać wszystkie niedostatki ( patenty) XX wiecznych metod szkoleniowych i wyjaśnić jak sobie z nimi radzić, mam jednak nadzieję, że wracając do prawdziwej klasyki z biegiem czasu naprawimy to co one zepsuły .
Karol Tomczyk
2013-02-10
.