Genialni dyletanci, jeździec włoski i o tym dlaczego konie mają smutne oczy!. cz.3

Jeździectwo prawidłowo uprawienie jest sztuką , ale od czasu ograniczenia się do sportowego wykorzystania konia stało się rzemiosłem, które samo siebie, prawem kaduka, nazywa sztuką. Wszędzie tam, gdzie konie nie widzą przestrzeni pól, zieleni łąk i lasów, gdzie wykorzystywanie są wyłącznie jako narzędzia do spełnienia sportowych aspiracji człowieka nie ma sztuki jeździeckiej!. Wskaźnikiem jak daleko współczesne ”jeździectwo” odeszło od sztuki jeździeckiej jest przymus wyrażający się w przypinaniu skośnikiem wędzidła do żuchwy konia, dzięki czemu wodze działają jak kierownica roweru i uchwyt do utrzymania równowagi.

Co jest bezpośrednim źródłem takiego postępowania ?
Przede wszystkim strach człowieka przed zbyt dynamicznym ruchem, lęk który prowadzi do tego, że stosuje się różne ”patenty”, które mają konia spowolnić (ma się wolniej ruszać i być posłusznym) i jednym z nich jest nachrpnik kombinowany (irlandzki) zapinany tak, że koń może tylko zębami zgrzytać.
Jak prawidłowo powinien być zapięty nachrpnik? Odpowiedź znajduje się w pytaniu nr 182 na brązową odznakę PZJ które brzmi: Jak należy dopasować nachrapnik polski lub kombinowany? Pasek nosowy nachrapnika polskiego lub kombinowanego leży na szerokość dwóch palców poniżej kości jarzmowej. Pomiędzy zapiętym paskiem i kością nosową pozostaje miejsce na co najmniej jeden palec.

smutne-kon-1

Tak się u nas zapina pasek skośnika i nachrapnika, na ostatnią dziurkę! .
CO NAJMNIEJ JEDEN PALEC !!! Znajomy Anglik zapytany o luz paska nosowego, bez zastanowienia podniósł do góry 2 palce, a ja, nie widziałem tak zapiętego nachrapnika kombinowanego (polski nie ma skośnika i nie widziałem żeby w Polsce był używany) odkąd sam jeżdżę konno. Przyznaję, że na początku też zapinałem skośnik na ostatnią dziurkę bo tak robili wszyscy wokoło mnie, ale stopniowo odkryłem, że to nie jest dobra pomoc w obcowaniu z koniem.
A dlaczego zapina się skośnik bez luzu? Ano dlatego, że jeśli zapięty jest z minimalnym nawet luzem to wędzidło przesuwa się z boku na bok i nie można używać wodzy jak kierownicy od roweru i na nich ”wisieć” w sensie, który wszyscy używający koni doskonale rozumieją. Niestety skośnik zapięty bez luzu to dowód na spore braki w wyszkoleniu jeździeckim, co wystarcza by odebrać tak czyniącym prawo do nazywania siebie jeźdźcami. Czy moja opinia nie jest zbyt surowa dla tysięcy jeżdżących konno w szczególności posiadaczy odznak PZJ? Uważam że nie, gdyż szczególnie ta grupa, zdając egzamin zobowiązuje się do przestrzegania zasad ustalonych przez PZJ. Po za tym wystarczy spojrzeć na smutne oczy koni nie mogących przeciwstawić się przemocy ludzi, którzy deklaruję, że je kochają ale robiąc to co wyżej opisałem pokazują gdzie jest granica tego kochania.
Zdaję sobie sprawę z tego, że bez przymusu na minimalnym poziomie w obcowaniu z końmi się nie obejdzie, można próbować jeździć ekstremalnie naturalnie czyli tylko na oklep, bez ogłowia, trzymając się grzywy konia. Można tak robić jeśli jeździ się dzień w dzień, gdy człowiek jest sprawny, silny i elastyczny, a przestrzeni do wspólnego hulania po horyzont, ale nie w świecie setek bodźców atakujących końskie zmysły, gdzie ludzie spadają z koni gdy wiatr poruszy byle listkiem. Po co do zagrożeń nas otaczających dodawać jeszcze błędnie pojmowaną chęć ograniczania przymusu wobec koni?. Zatem bez przymusu się nie obejdzie, ale kiełzno i wodze wymyślono po to, żeby nam było łatwiej, zatem używajmy ich, ale we właściwy sposób!.
Lekka ręka to atrybut jeźdźca! Potwierdzenie tej prawdy podstawowej znajdziemy w pytaniu PZJ nr 152 na brązową odznakę. W jaki sposób jeździec oddziałuje na wędzidło? Odpowiedź : Jeździec działa na wędzidło dłońmi za pośrednictwem wodzy, które są przypięte do pierścieni wędzidła. Wodze stanowią zatem przedłużenie ręki jeźdźca, a nie uchwyt do trzymania się na koniu.
Przekaz jest jasny i prosty , tyle, że powszechnie nie przestrzegany, gdyż nie widuje się jeżdżących sportowo z luźną wodzą , zawsze jest to jakiś stopień przeciągania wodzy między jadącym a koniem.
Dzieję się tak dlatego, że tak jest człowiekowi wygodniej i łatwiej, bo jeżdżenie z luźną wodzą, na minimalnym kontakcie jest męczące psychicznie i wymaga stałej koncentracji od jeźdźca, ale o ile łatwiej porusza się wtedy koń któremu jeździec nie przeszkadza ciężką ręką!. Przy utrzymaniu równowagi ciała bez pomocy wodzy jeździec może podnieść lub opuścić ręce w zależności od sytuacji w której się znajduje, gdyż wbrew przyjętej powszechnie zasadzie nie ma jednej stałej pozycji rąk w czasie jazdy, czasami , jeśli trzeba należy zadziałać nimi stanowczo, zdecydowanie podnieść do góry ( np. przy zatrzymywaniu się z galopu) zamknąć dłonie, lub jeśli inaczej nie można, nawet na krótko minimalnie cofnąć dłonie ale nie wolno przy pomocy wodzy stale utrzymywać równowagi w pionie!.

7

Dosiad angielskich kawalerzystów z połowy XIX wieku.

Dla nieprzekonanych, że nadużywają władzy danej im do rąk sięgnę po mocny przykład czyli do korzeni włoskiej szkoły jazdy, do myśli Federico Caprillego!. On sam , zanim zginął w wypadku, nie zdążył opisać zasad swojego systemu, zrobili to za Niego jego koledzy i przełożeni, do naszych czasów wiedza o tym systemie w Polsce przetrwała w stanie szczątkowym. Dodatkowo u nas nałożyło się na włoską szkołę jazdy to co przetrwało z polskiej i jakoś nikomu do niedawna nie była potrzebna wiedza o co w tej włoskiej właściwie chodziło.

Aby cokolwiek o niej napisać sięgnąłem po przedwojenną prasę gdzie w Przeglądzie Kawaleryjskim nr 7 z 1933 roku, płk dypl. Józef Breza w artykule „Samowystarczalność Caprillowskiego systemu” analizuje co to jest system naturalny „wymyślony” przez F Caprillego i opisuje sylwetkę jeźdźca włoskiego.

caprilli-f-2

F.Caprilli – dosiad włoski, łydka przyłożona, trzymana w pionie.

… Włoch siedzi na kościach siedzeniowych, kolana ma wysunięte naprzód i oparte o poduszkę tybinki. Piszczel przylega zawsze, nawet w ruchu , nieruchomo, pionowo ku dołowi ( nie cofnięta jak to się propaguje u nas współcześnie), w linii popręgu. Stopa oparta o strzemię, ale nigdy jeździec nie powinien na nim stać!, palce podniesione do góry, stopa zewnętrzną krawędzią i czubkiem wykręcona na zewnątrz do góry. Obcasy stale skierowane w dół, gdyż wtedy wewnętrzny muskuł na górze łydki przylega większą powierzchnią. Ten punkt pomocniczy przy pół saidzie odgrywa dużą rolę gdyż wraz z obcasem i kolanem utrzymuje piszczel nieruchomo w pionie.
Oznacza to, że w tzw. siadzie włoskim stosowano trzy punkty podparcia z każdej strony, tj na kości siedzeniowej, kolanie i strzemieniu. Pod kolano dodawał Włoch jeszcze jeden punkt pomocniczego podparcia (mocowanie), a mianowicie wklęsłość poniżej kolana razem z wypukłą górną częścią łydki.
… Gdy nie ma nieruchomości piszczeli to siad już tylko może być balansowy!… .
Nie widzę niczego złego w siadzie balansowym gdyż przy jeździe na równowagę też występuje podparcie na krętarzach mniejszych i palcach stóp oraz mocowanie chwytem uda. Jednak palce stóp spełniają jedynie rolę pomocniczą, służą zmysłowi równowagi za punkty kontrolne przy utrzymaniu tułowia w pionie. Przy tym trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że podparcie i mocowanie to dwa różna działania, i należy bardzo dbać, żeby nie przesadzić z jednym i drugim. Za dżo podparcia (stanie w strzemionach) to usztywnienie, zaś niewłaściwe mocowanie czyli chwyt sztywno przyłożoną łydka zamiast chwytu udem prowadzi do braku równowagi w pionie.
Włoska szkoła j. została stworzona dla sportu skokowego co w pewnym momencie doprowadziło do tego, że Włosi umieli tylko skakać, nie liczyli się w innych konkurencjach jeździeckich, przypuszczam, że zabrakło jeźdźca miary Caprillego który byłby w stanie doprowadzić do równowagi dydaktycznej pomiędzy potrzebami jazdy konnej a skokami przez przeszkody. Sam F. Caprilli umił jeździć na równowagę z odstawioną łydką, jest na to dowód w postaci zdjęcia , niestety jak na razie nie udało mi się znaleźć takiego które nadawało by się do druku. Zdjęcie to znajduje się w publikacji Gabriele Benucci zatytułowanej Federico Caprilli: Tra storia e romanza , myślę, że każdy bez trudu znajdzie ją w Internecie. Na tym zdjęciu widać wyraźnie, że Caprilli jedzie z odstawionymi łydkami w tułowiem trzymanym pionowo, czyli w dosiadzie który sam identyfikował jako balansowym a ja nazywam jazdą na równowagę. Wróćmy jednak do sylwetki Włocha na koniu.

caprilli2-i-krol-male

Król włoski jedzie środkiem drogi, obaj jeźdźcy (jednym z nich jest F.Caprillli) jadący obok niego nie przykładają łydki do konia, co interpretuję jako umiejętność jazdy na równowagę.

…Jeździec włoski rozróżnia siad i pół-siad,w przeciwieństwie do wszystkich systemów maneżowych, które tylko siedzą w siodle. Tu znowu się wtrącę gdyż, sporo ludzi na świecie jeździ tylko siedząc w siodle i o jakimkolwiek systemie maneżowym w tym jeżdżeniu mowy nie ma !, ale wracajmy do włochów … Włoch używał pół siadu żeby przed skokiem przenieść swój ciężar do przodu i oswobodzić krzyż konia, oraz przy większym wysiłku dla konia tj. poczynając od wyciągniętego galopu, jednak gdy chce użyć najwydatniej pomocy wówczas nie zmienia siadu na pół siad.
Jak już wcześniej pisałem prawidłowy półsiad jest potrzebny przy skokach i strzelaniu z łuku i jeździec może się bez niego całkiem wygodnie obejść, ale zaręczam, że ”balansowy” bez trudu pojedzie prawidłowym półsaidem, a sportowego nie widziałem ani jednego który by umiał zrobić prawidłowy półsiad!.
…Bez ruchomej kostki nie ma elastycznej stopy, bez prawidłowej stopy nie może być odruchowego, mocnego kolana. Bez opuszczonego obcasa nie może być pionowej, nieruchomej w najgwałtowniejszym ruchu piszczeli.
I jeszcze coś, co współcześnie jest prawie nieznane, czyli … Włoska nerka – nazywają ją wklęśniętą w przeciwieństwie do wypuszczonej nerki większości maneżowców, albo też prostej nerki szkoły austriackiej. Ja to kojarzę z Ksenofontową elastycznością w lędźwiach gdy kręgosłup wyciągnięty jest w górę, w części brzusznej wygięty do przodu, w trakcie jazdy w stałym ruchu.
Do sylwetki włoskiego jeźdźca dodać trzeba jeszcze …Górna część ciała jeźdźca powinna być swobodna, niewymuszona i prosta. Barki – jednakowo opuszczone bez przesady, sztywności i garbienia się. Głowa – prosto, swobodnie i nie wciśnięta w ramiona. Ramiona swobodne, opuszczone naturalnie pionowo, łokcie w miękkiej styczności z bokami; ręce zgięta pod kątem prostym (!), należy unikać dwóch błędów; wyciągania ręki od łokcia w przedłużeniu przedramienia, co niweczy wszelką miękkość w prowadzeniu konia, lub odwrotnie, zbyt wielkiego zgięcia w łokciu i zbytecznego zbliżenia dłoni do ciała, co uniemożliwia rękom wykonanie koniecznych czasami ruchów od przodu do tyłu. Ramię od barku do łokcia powinno opadać w naturalny sposób, linia od łokcia do wędzidła -zawsze prosta. Dłonie regulują kontakt z pyskiem konia przez miękkie zginanie kiści dłoni obróconej w stronę konia, w razie potrzeby łokieć idzie do przodu, a gdy to nie wystarczy luzuje się wodze między palcami…
Jak by nie kombinować nie ma w powyższym opisie miejsca na przemoc, jest za to mnóstwo samokontroli człowieka siedzącego na koniu, i sposób na pokonywanie przeszkody przy pomocy zasad fizyki, gdyż pionowa piszczel, elastyczny staw skokowy, mocny chwyt kolanem to baza do „przerzucenia” ciała jeźdźca ponad przeszkodą w trakcie skoku konia i przygotowanie się na zmianę położenia tułowia przy lądowaniu za przeszkodą. Ktoś powie, że to banał, ale co się będzie działo gdy jeździec przed skokiem zawiśnie na wodzach, stanie sztywno w strzemionach z zablokowanym stawem skokowym i cofniętą łydką?. Szkoda miejsca na opisywanie takiego zjawiska, Ci co tak robią wiedzą co się wtedy dzieje.
Ja porównuję działanie jeźdźca, przed, w trakcie i przy lądowaniu za przeszkodą do działania pływaków którzy po skoku z wysokości, zanim z garcją wpadną do wody łączą ruchy swego ciała z działaniem zasad fizyki i dzięki temu wykonują efektowne wywijasy w różnych płaszczyznach.
Jeździec nie ma tylu stopni swobody, ale samokontrola ruchów własnego ciała jest obowiązkiem każdego kto siedzi na końskim grzbiecie, gdyż tylko dzięki niej możliwe jest ograniczenie przemocy wobec konia w nienaturalnej dla człowieka, z natury piechura, sytuacji.

Na koniec jeszcze jeden cytat z włoskiej szkoły w której zasadą było to … że głowa jest wyłączną własnością konia, że mu gwałtu zadawać nie wolno, ani szyi również – i że ten kontakt ręki z pyskiem powinien zawsze przedstawiać minimum naprężenia – a pomoc wodzy , minimum potrzebnego wysiłku. Nie widzę potrzeby komentowania tego fragmentu.

Mam nadzieję, że łatwo można dostrzec, że wszystkie wyżej zaprezentowane cytaty są dowodem na to, że włoska szkoła j. dążyła nie tylko do płymnnego przejścia od jazdy po płaskim do działania szczególnego tj. do skoku przez przeszkodę ale także do ograniczenia przemocy wobec konia.
Jednak z punktu widzenia nauki prawidłowej jazdy konnej, która powinna być podstawą sportu wyczynowego, to co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich 100 lat jest niestety marszem w przeciwną stronę i jak na razie zmniejszenia przemocy poprzez ograniczenie krępowanie głowy konia przy pomocy różnych ”patentów” końca nie widać.

Żeby zamknąć kwestię przemocy i przymusu nachrapnikowego sięgnijmy po pytanie nr . 153. które nie zmieściło się wewnątrz artykułu, a brzmi ono tak: W jakim celu stosuje się nachrapniki? Odpowiedź na wagę brązu, póki to pytanie nie stanie się zbędne brzmi: Nachrapnik jest uzupełnieniem kiełzna, wyrównuje ustawienie górnej i dolnej szczęki konia oraz zapobiega otwieraniu przez konia pyska. Generalnie nachrapnik wspomaga działanie wędzidła poprzez przeniesienie nacisku na grzbiet nosa.
Cóż mi się tu nie podoba? Otóż nie widzę uzasadnienia zastosowania nachrpnika i skośnika w jeździe konnej w ogóle, może w zaprzęgach, ale mało powoziłem zatem nie będę się w tej materii wychylał. Zaś koń ma prawo otwierać gębę! bo ta, jest częścią jego wolnej głowy, bo żuchwa to pierwszy amortyzator brutalnej ręki jeźdźca. Przenoszenie nacisku na nos przy luźnym pasku będzie słabe a przy zapiętym bez luzu i ciągnącej ręce zbyt brutalne, koń będzie o ręki uciekał opuszczając głowę i przysuwając brodę do piersi ile tylko da radę. Pora zatem zacząć zapinać z luzem, na początek minimum na jeden palec, ćwiczyć jazdę na równowagę i szybko się okaże, że nachrapnik i skośnik są niepotrzebne, wtedy witamy pomiędzy jeźdźcami.

Genialni dyletanci i trzeci styl, czyli nowe co jest bardzo stare. (Cz. 2)

Jeżdżenie z lekkim pochyleniem i osłabiony kontakt kości siedzeniowych z siodłem (tak zwany lekki dosiad) to wynik działania na zapas, by jeździec nie spóźnił się z przyjmowaniem pozycji właściwej przy skakaniu przez przeszkody ”ustawia” się go od razu do skoku, nawet jak nie ma zamiaru skakać. Nawet siodła tzw. skokowe mają siedziska ukształtowane tak, że miednica jeźdźca pochyla się przednią krawędzią w dół, co pomaga na parkurze ale podczas jazdy po płaskim wręcz szkodzi i jest przyczyną błędów wymienionych w pytaniach Polskiego Związku Jeździeckiego !.

Zanim wrócę do analizy treści tych pytań zacytuję fragment polskiego regulaminu kawalerii z roku 1922, czyli z czasów gdy sport nie miał jeszcze wpływu na jego formowanie, którego pkt. 36 opisuje jak powinien wyglądać prawidłowy dosiad do jazdy ”po płaskim”.

Krzyż prosty, giętki, lecz nigdy nie wygięty ku przodowi. Krzyż wygięty jest sztywny z natury rzeczy, przez giętkość w krzyżu jeździec zmiękcza wstrząśnienia od chodu konia, umożliwiając w ten sposób całkowite przekazywanie ich górnej części ciała, następnie rękom i wreszcie pyskowi konia. Z tego wynika, że jeździec giętki w krzyżu jest lepiej związany z koniem i mocniej usadowiony; prócz tego o wiele łatwiej może prowadzić konia. Górna część ciała powinna być swobodna, niewymuszona i prosta. Barki – jednakowo opuszczone bez przesady, sztywności i garbienia się. Głowa – prosto, swobodnie i nie wciśnięta w ramiona. Ramiona swobodne, opuszczone naturalnie pionowo, łokcie w miękkiej styczności z bokami; ręce zgięta pod kątem prostym (!), należy unikać dwóch błędów; wyciągania ręki od łokcia w przedłużeniu przedramienia, co niweczy wszelką miękkość w prowadzeniu konia, lub odwrotnie, zbyt wielkiego zgięcia w łokciu i zbytecznego zbliżenia dłoni do ciała, co uniemożliwia rękom wykonanie koniecznych czasami ruchów od przodu do tyłu.Co się tyczy samych dłoni, to nie powinno się ich zwracać paznokciami w dół, ponieważ ta postawa prowadzi do odstawienia łokci, co jest szczególnie błędne w prowadzeniu konia. Uda powinny być zwrócone bez wysiłku płaskimi częściami do siodła, obejmując z obu stron jednakowo konia i opuszczone bez sztywności. Jeżeli uda są zbyt poziomo, jeździec traci poniekąd środek trzymania (sposób albo chwyt) się na koniu i prowadzenia go (dosiad fotelowy). Jeżeli uda są zbyt pionowo, siedzenie jeźdźca za mało znajduje się w siodle, jeźdźcowi brak swobody i przylegu (dosiad widłowy). Przyleg jest to ścisłe przylegania na płask ud i kolan do boków konia. Nogi swobodnie i naturalnie opuszczone, łydki w lekkiej styczności z koniem u popręgu w ten sposób, aby można było w razie potrzeby natychmiastowo niemi działać bez uderzeń, bądź dla wzmocnienia przylegu (skoki, obroty konia itp.) bądź dla pomocy przy prowadzeniu konia (działanie na zad konia); ściskać jednak należy konia tylko w razie chwilowej potrzeby. Stopy jeźdźca powinny być swobodnie opuszczone jak gdy jeździec nie miał strzemion.

Półsiad w galopie, bez skracania strzemion, palce skierowane do boków konia wzmacniają chwyt kolanem, tułów wyprostowany, jeździec porusza się w pionie – „skacze w pionie” w takt skoków konia, stawy skokowe j. pracują, równowaga utrzymywana jest na kolanach i stopach, dzięki czemu wodze mogą lekko wisieć.

Zacytowałem ten dobry, zapomniany opis sylwetki jeźdźca jako ”wzór porównawczy”, prawie 100 lat temu gdy był w wojsku standardem cywile mogli sięgnąć po ”Zasady ujeżdżenia i jazdy konnej” Jamesa Fillisa który w szkoleniu podstawowym uczył tego samego co wojskowi, wg mnie to powinna być i dzisiaj podstawa nauczania, ale wróćmy do współcześni i zajrzyjmy do pytań PZJ.

Pytanie nr 259 na brązową odznakę brzmi : …W jaki sposób powinny być ułożone łydki jeźdźca? Odpowiedź : Łydki ustawione są od kolana w dół mniej lub bardziej skośnie ku tyłowi (w zależności od długości nóg jeźdźca), są lekko cofnięte i przyłożone do boków konia, utrzymując z nimi delikatny kontakt. Łydka leży nieco za tylną krawędzią popręgu, co pozwala jeźdźcowi zachować linii pionowej bark, biodro i piętę.

Taka pozycja łydki jest częścią schematu ”trzech punktów” ale w nim łydka przejmuje rolę mocującą (a mocowanie powinno być realizowane udem i kolanem!) co w połączeniu z osłabionym dosiadem daje wąskie – sportowe traktowanie jej roli w czasie jazdy na koniu. Jeśli łydki są … na delikatnym kontakcie… to użyte będą rzeczywiście pobudzać konia do skoku albo przyspieszenia ale wbrew dobrym chęciom autorów pytania, cofnięte łydki nigdy nie będą … lekko przylegały… z tego powodu, że w takiej pozycji człowiek czuje silny dyskomfort fizyczny i psychiczny. By nie tracić równowagi i nie ”padać na nos”, jeździec chwyta się łydkami boków konia albo w rytm przysiadów które nazywa anglezowaniem rytmicznie nimi kłapie — oba działania wg PZJ jest błędne!, przez co zupełnie traci kontrolę nad ich działaniem!. Ułożenie łydki jest ściśle związane z długością puślisk, współcześnie zaleca się, by przy wiszącej łydce regulować długość puśliska tak, by półka strzemienia była około 2 palce poniżej kostki , w początkowym szkoleniu to pomaga, gdyż przestraszony człowiek mocniej się wspiera na strzemionach (dosłownie na nich staje a nie powinien !) ale przez to osłabia dosiad. Przy tym nikt nie zwraca uwagi na to, że ”jeździec” nawet minimalnie ”stający” w strzemionach ma w porównaniu z tym siedzącym twardo w siodle podniesiony do góry punkt ciężkości! Jest to dobre w fazie skoku ale podczas jazdy po płaskim prowadzi do kolejnych błędów np. do stałego utrzymywania równowagi przy pomocy wodzy!!!.

Skręcanie – wodze na kontakcie, wewnętrzna łydka pionowo przyłożona do boku konia, wszystkie zewnętrzne składowe części ciała jeźdźca ”prą” w takt kroków konia do przodu tak jakby jeździec chciał się obrócić wokół własnej osi pionowej. Jeździec musi zaplanować moment wejścia w zakręt i wyjścia z niego, czyli przy skręcaniu np. o 90 st. na minimum 2 kroki przed wyjściem na prostą musi zacząć prostować swoją pozycję w siodle tzn. stopniowo zmniejszać skręcenie wokół osi pionowej i parcie zewnętrznymi częściami swego ciała, do pełnego wyprostowania tzn. że linia poprowadzona np. przez jego barki i krętarze mniejsze ma być idealnie prostopadła do osi wzdłużnej konia.

Kolejne blady związane z dosiadem znajdziemy w pytaniu nr (262) które brzmi : Opisz krótko i podaj najczęstsze przyczyny dosiadu fotelowego , odpowiedź brzmi : W dosiadzie fotelowym siedzenie nie znajduje się w najgłębszym punkcie siodła, gdyż zbytnio przesuwa się do tyłu. Na skutek tego uda i kolana podciągają się w górę. Błąd ten jest z reguły wynikiem zbyt krótkich strzemion (!), stałej jazdy w siodle skokowym(!) lub w siodle , którego najgłębszy punkt jest przesunięty za bardzo do tyłu.

W regulaminie z 1922 problem jest opisany prościej : Jeżeli uda są zbyt poziomo, jeździec traci poniekąd środek trzymania (sposób albo chwyt) się na koniu i prowadzenia go ( dosiad fotelowy).

Autorzy pytań PZJ dostrzegli związek między geometrią siodła, długością puślisk i postawą jeźdźca na koniu, nie przewidzieli jednak do czego doprowadzi podporządkowanie szkolenia wyłącznie wyczynowi, dlatego sądzę, że większość jeźdźców skracających ponad potrzebną miarę długość puślisk nie zdaje sobie sprawy, że jeździ w dosiadzie fotelowym!. Między innymi dlatego, że współcześnie powszechnie używa się u nas zbyt krótkich siodeł lokowanych blisko przednich nóg konia. W takiej pozycji przedni łęk podnosi się wysoko, siodło leży skośnie na grzbiecie konia, na skutek czego jeździec nie siedzi w najgłębszym jego miejscu tylko, niestety, zbyt blisko tylnego łęku. Można oczywiście uważać, że tak jest prawidłowo, ale jeśli przednia krawędź popręgu znajduje się blisko łokci konia, to znak, że sioło jest w niewłaściwej pozycji, zatem jeździec będzie nie tam gdzie być powinien. By dało się je tam umieścić siodło ma wysoko wysklepiony przedni łęk (bo siodlarze dostrzegli, że na takie siodła jest zapotrzebowanie), dzięki czemu nie dotyka kłębu konia, ale w takiej pozycji tylny łęk jest relatywnie nisko i jeździec zsuwa się do tyłu. Jeśli do tego dołożymy krótkie strzemiona, mocno przyłożoną tylną powierzchnię łydki do boku konia, co prowadzi do odstawiona kolana na zewnątrz i osłabienia chwytu zbyt wysoko podniesionym udem, otrzymujemy obraz nieprawidłowy, ale niestety często spotykany na naszych ujeżdżalniach.

Odmienny przypadek obserwujemy gdy uda ułożone są prawie pionowo , regulamin z 1922 kwalifikuje taką pozycję jako dosiad widłowy … Jeżeli uda są zbyt pionowo, siedzenie jeźdźca za mało znajduje się w siodle, jeźdźcowi brak swobody i przylegu.

Inny opis dosiadu widłowego znajduje się w odpowiedzi na pytanie Nr (263) Opisz krótko i podaj najczęstsze przyczyny dosiadu widłowego.

Odpowiedź : W dosiadzie widłowym ciężar jeźdźca spoczywa zbytnio na udach i pachwinach. Kości kulszowe są odciążone, łydki uciekają do tyłu a kręgosłup często jest wklęsły. Przyczyną tego błędu są zwykle zbyt długie strzemiona lub siodło którego najgłębszy punkt znajduje się za bardzo z przodu (cytat ściągnięty bezpośrednio z Internetu, nie przepisywany, nic w nim nie zmieniłem !) .

Przyznaję, że nie widzę w tej odpowiedzi prawie żadnego sensu, gdyż analizując po kolei jego fragmenty widzę w nim same błędy. I tak, kość kulszowa jest częścią miednicy, zatem kości siedzeniowe czyli krętarze mniejsze (wyrostki na kościach udowych) mogą być odciążone jedynie w przypadku gdy jeździec jedzie półsiadem albo staje w strzemionach, a są to dwie różne czynności!. Jeśli ciężar jeźdźca …spoczywa zbytnio na udach i pachwinach… mogę się tylko domyślać, że siedzi w ciasnym ujeżdżeniowym siodle z poduszkami które wymuszają pionową pozycję ud i wtedy… łydki uciekają do tyłu… gdyż traci równowagę wzdłużną w pionie, gdyż musi siedzieć na własnych tkankach okrywających kość kulszową a nie na kościach siedzeniowych. A nie mało ludzi u nas to praktykuje, oj nie mało!.

To nie jest dosiad widłowy!, a skok w galopie, koń skacze dosłownie, jeździec „skacze” razem z nim koncentrując się na rytmie skoku, podparcie na krętarzach mniejszych i palcach stóp mocno opartych na strzemionach. Tułów- kręgosłup wyciągnięty do góry, przedramiona w poziomie pomagają utrzymać równowagę ( zasada tacy z jajkiem) lewa łydka z przodu prawa pionowo w dół.

Dzięki temu w trakcie każdego skoku ( foule) program utrzymania równowagi ma czteropunktowy układ odniesienia, po dwa punkty z każdej strony jeźdźca, jak podczas chodzenia po ziemi gdy na przemian opieramy się na palcach i piętach, dzięki czemu instynkt piechura nie przeszkadza w skokach na wysokości.

Dosiad widłowy, błędnie kojarzony jest powszechnie z jazdą z długimi strzemionami, nogami podanymi wyraźnie do przodu i łydkami odstawionymi od boków konia, tyle, że przy odpowiednim siodle, na którym jeździec stoi ! nie siedzi, a właśnie stoi na kościach siedzeniowych (czyli na 2 punktach, a nie na kości kulszowej o której mówi pytanie PZJ – przepraszam, że się powtarzam) położonym na koniu we właściwym miejscu, taka pozycja nóg doskonale się sprawdza w czasie jazdy w pełnym siadzie galopem i cwałem, skręcaniu, hamowaniu lub utrzymywaniu konia w pozycji stój. Nawet jeśli taka sylwetka jeźdźca nie pasuje do obrazu współczesnego jeźdźca wyczynowego, to jeśli działa od kilku tysięcy lat to czegóż chcieć więcej od ją stosujących?!.

Sensu słów … kręgosłup często jest wklęsły… zupełnie nie rozumiem. Przed II WŚW gdy umiano jeszcze jeździć konno a sport dopiero zaczynał psuć tę umiejętność wyróżniano włoską, wypuszczoną ( u dżokejów?) i prostą (maneżową?) nerkę!. Włoska oznaczała, że kręgosłup jeźdźca znajduje się w czasie jazdy w pozycji anatomicznej tj., w części brzusznej jest wygięty anatomicznie do przodu, w łopatkowej wyprostowany, wyciągnięty w górę i znajduje się cały czas w ruchu, gdyż mięśnie biegnące wzdłuż kręgosłupa odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu równowagi w czasie jazdy. Współcześnie widuje się często jeźdźców siedzących w siodle sztywno z „wyprostowaną nerką”, jakby siedzieli na krześle, jaki ma to wpływ na ich kręgosłup wiedzą tylko oni sami. Ja nie raz słyszałem od osób już nie jeżdżących konno, że przestały z powodu problemów z kręgosłupem, czy nie aby dlatego, że używały go niewłaściwie będąc pod wpływem XX wiecznych unowocześnień?. cdn.

Genialni dyletanci i trzeci styl. cz.1

Genialni dyletanci i trzeci styl, czyli nowe co jest bardzo stare. (Cz1.)

Dzięki zmianom ustrojowym schyłku XX wieku bardzo się u nas przez ostatnie 20 lat rozwinęło, ale jak w czasach PRL-u, gdy było sportem niszowym , nadal dzielone jest na lepsze, czyli wyczynowe i gorsze czyli rekreację zwaną z przyczyn mi nie znanych tatersalem, niestety metody szkoleniowe dla obu grup są jednakowe!. Owo dążenie do sukcesów w sporcie spowodowało ujednolicenie szkolenia i podporządkowanie go dwu sprzecznym ze sobą kierunkom tj. szkoleniu skokowemu i ujeżdżeniu z pominięciem nauki zwykłej jady konnej.

Sportowi” uważają, że nowoczesne metody szkoleniowe są dobre na wszystko, zatem nie przyjmują do wiadomości tego, że dla początkujących i mniej sprawnych fizycznie są one po prostu niewłaściwe, nie dostrzegają i nie akceptują także faktu, że jeździectwo jest sportem ekstremalnym wymagającym w pierwszej kolejności identyfikacji potrzeb i możliwości osoby szkolonej i to do nich dopasowania procedury szkoleniowej!.

6152klus

Koń przyzwyczajony do towarzystwa psa, to koń mniej wrażliwy na bodźce.

Mam za sobą długie, zażarte dyskusje z „nowoczesnymi” (od co najmniej 2004 roku) na ten temat i pełną świadomość faktu, że opór ze strony zwolenników wyłącznie sportowego szkolenia przed zaakceptowaniem trzeciej – bo nowej wg nich, drogi szkoleniowej jest nadal wielki, jednak dzięki Internetowi i ruchom rekonstrukcyjnym przybywa jeżdżących „inaczej” i chętnych do poznania czegoś nowego. To „nowe” to metody szkoleniowe tak naprawdę czasem bardzo stare, bo sięgające od antyku do wiedzy zgromadzonej przed początkiem XX wieku, u nas w sporej części niestety zaniechane po II WŚW, na szczęście nie zarzucone na obszarach gdzie koń nie jest jedynie sportową zabawką, dzięki czemu mamy wzory do których możemy się odnieść.

6211zakret_z_reka

Odchylenie prawego ramienia do tyłu wspomaga skręcanie w prawo, lewe ramię wychylane do tyłu pomoże skręcić w lewo, to ćwiczenie i zaprezentowane poniżej pomagają rozszerzyć pamięć motoryczną, jeździec „uczy” swoje ciało prawidłowych zachować się w określonych sytuacjach.

Już słyszę głosy protestu, że sportowi nie traktują koni przedmiotowo, że sport rozwija hodowlę, że konie przetrwały dzięki niemu ciężkie czasy PRL-u, że sportowcy mają być wzorem do naśladowania … i tu hola kochani sportowi, tutaj zaczynaj się schody, gdyż już przed II WŚW dostrzeżono, że sport co nieco dzieli od zwykłej jazdy konnej.

6203zakret_z_reka

Prawa dłoń na lewym ramieniu pomaga skręcać w lewo.

Powtarzam to od od lat kilku ale całkiem niedawno, dzięki Poznańskiej Bibliotece Cyfrowej zdobyłem dowód na to, że nie odkryłem ameryki, gdyż podobną opinię znalazłem w artykule „Nasz kierunek jazdy konnej” który napisał mjr dypl Tadeusz Nalepa w 1929, a opublikował w Przeglądzie Kawaleryjskim nr 8 / 1933, w nim czytamy …W szkoleniu kawalerii polskiej wybrano kierunek rewolucyjny, nie ewolucyjny oparty o doświadczenia armii byłych zaborców. Obrano kierunek nowy, propagowany przez garstkę, genialnych wprawdzie, ale dyletantów jazdy konnej i to w kierunku par excellence sportowym. Skutek był ten, że wyszkolono pewną ilość jeźdźców świetnych, lecz większość podążyć za nimi nie była w stanie. Do sukcesów dochodzili nie drogą systemu szkolenia a indywidualności lub przypadku ( dlatego, że trafili na dobrego konia – przypis KT). … po tak ostrym stwierdzeniu musiały być protesty w środowisku jeździeckim gdyż w numerze 11 PK w tym samym 1933 roku mjr Nalepa wyjaśnia – W poprzednim artykule użyłem określenia „dyletant” obawiam się aby go ktoś nie zechciał rozumieć inaczej, aniżeli rozumiem je ja i czuć się tym dotkniętym. Pod określeniem tym rozumiem jeźdźca o tak genialnym uzdolnieniu, że mógł pominąć wszelkie, wiekową tradycją i praktyką uświęcone, zasady, a po tytuł mistrza sięgnąć swoim indywidualnym systemem, systemem jednostek, a nie ogółu adeptów sztuki jeździeckiej. Te słowa dotyczą konkretnych ludzi, spowodowały wówczas sporą polemikę, jednak w tym artykule nie czas i miejsce na zgłębianie tego tematu, współcześnie mamy system szkolenia do sportowego używania! koni, ja zaś, jeśli nawołuję do powrotu w szkoleniu podstawowym do zasad uświęconych wielowiekową tradycją nie lekceważę znaczenie sportu i potrzeby jego uprawiania, powtórzę jeszcze raz, najpierw uczmy jeździć potem ujeżdżać albo skakać.

6172ulozenie_nog

Nogi w pozycji jak u sarmatów, pięty lekko w dół, lewa stopa podana do przodu, prawa wisi w pionie, lekkie oparcie na strzemionach, elastyczny staw skokowy.

Niestety między innymi ze względów merkantylnych nasze szkolenie od wielu lat „idzie” na skróty. Ma prawo obrażać się na moje „obrazoburstwo” każda(y) z Pań i Panów trenerek/trenerów, kto jest w stanie przekonać początkujących entuzjastów jeździectwa do rzetelnego trybu szkolenia, przeprowadzonego zgodnie z zaleceniami zawartymi np. w pytaniach i odpowiedziach (po usunięciu z nich kilku istotnych błędów) na brązową i srebrną odznakę jeździecką PZJ. Niestety jestem pewny, że równie silna jak misja szerzenia wyczynu jest presja finansowa ze strony klientów oczekujących silnych wrażeń podczas podrywanego kłusa i kicanego galopu, oraz w wielu przypadkach niekompetencja rodziców!!!, oczekujących od trenerów sowich pociech, często nie mających dostatecznych predyspozycji do uprawiania jeździectwa, wyników sportowych nie możliwych do osiągnięcia w krótkim czasie.

6168zakret_ulozenie_nog

Skręcamy w prawo wokół prawego punktu podparcia tj. miejsca styku prawego krętarza mniejszego z siodłem, prawa łydka i stola wspomaga chwilowy obrót ciała osi pionowej. W lewo robimy to samo wokół lewego krętarza mniejszego.

Zdaję sobie sprawę, że moja krytyka nie jest przyjemna dla wielu osób zaangażowanych w szkolenie ale wywołuje ją od lat to, że toleruje się wszelkie „skróty” dydaktyczne, zamiast stawiać na nudną, ale dającą efekty w długiej perspektywie czasowej naukę prawdziwej, tradycyjnej a nie wyczynowej jazdy konnej.

Wiedzy w dokumentach historycznych na której można się oprzeć jest sporo i dlatego od momentu gdy zwątpiłem w nowoczesną dydaktykę sięgałem po argumenty z różnych epok, i … niewiele to dało!, gdyż cała współczesna dydaktyka sportowa jest opata na „wynalazkach” XX wieku. Zatem, na skutek oporu sportowych postanowiłem sprawdzić „przykazania” których z takim żarem bronią, sięgnąłem po pytania które PZJ przygotowało dla chętnych do starania się o jej odznaki, w założeniu mające podnieść na wyższy poziom wyszkolenia, pojedynczo i grupowo, współczesnych sarmatów i okazało się, że wiedza w nich zawarta nie pokrywa się z praktyką znaną w realu.

6177klus_trawers

Kłus z trawersem w prawo, pamięć motoryczna kontroluje sekwencję ruchów poszczególnych części ciała jeźdźca, który co krok minimalnie  „przesiada się” w przestrzeni w kierunku w którym chce pojechać trawersem. Wprawiony jeździec pojedzie trawersem bez spychanie konia zewnętrzną łydką , uzyska ruch przenosząc swoją masę w żądanym kierunku. Koń potrzebuje trochę czasu na przyzwyczajenie się do tego sposobu przekazywanie komendy.

Pomijając mniejsze czy większe błędy które znalazłem w pytaniach i odpowiedziach na nie, mam nadzieję, że wiedza w nich zawarta zostanie uznana za punkt odniesienia w dyskusji nad tym czy najpierw uczyć jeździć czy od razu stawiać na wyczyn.

Skoncentruję się na omówieniu pytań dotyczących „ustawienia” sylwetki jeźdźca na koniu w czasie jazdy czyli wszystkim co związane jest z tzw. dosiadem.

Na początek autorka (autor?) pytania na brązową odznakę (nr 253) prosi o wymienienie rodzai dosiadu. Odpowiedź brzmi : Wyróżniamy trzy zasadnicze rodzaje dosiadu: dosiad ujeżdżeniowy (zwany też podstawowym), pół siad i dosiad stiplowy.

W następnym pytaniu (254) zawęża definicje dosiadu do jednego, tj. do ujeżdżeniowego jako podstawowego.

Biorąc pod uwagę fakt, że w tym jednym przypadku jeździec (poza fazą anglezowania) ma stały kontakt z siodłem, można go uznać za rzeczywisty dosiad, pozostałe tj. pół siad i tzw. dosiad stipolowy, nic wspólnego z dosiadem nie mają, gdyż nie ma w nich kontaktu jeźdźca z siodłem. Są to sposoby na używanie konia do zadań szczególnych, i tak pół siad jest przydatny przy podjeździe do przeszkody i przy strzelaniu z łuku, stiplowy do wyścigów, a oba, mają niewiele wspólnego z tradycyjną jazdą konną.

Zdecydowanie lepiej prawidłowy dosiad opisuje portugalski król Don Duarte w roku 1439, gdy podaje 6 elementów które pomagają twardo siedzieć na koniu.

1.Zawsze siedzieć w siodle prosto bez względu na to co się robi.

2.Mocno przykładać nogi do konia.

3.Oprzeć pewnie stopy w strzemionach.

4. Należy wiedzieć jak i kiedy używać rąk.

5. By dosiad był pewny należy dostosować sposób jazdy, w zależności od siodła tj. w

zależności od jego typu i proporcji.

6.Należy wiedzieć jak panować nad sobą należy siodło i strzemiona dobrać do akcji jaką

podejmujemy w oparciu o zachowanie dosiadanego konia.

Wbrew pozorom od czasów Don Duarte by dobrze jeździć konno (nie rozmawiamy o skokach przez przeszkody) niewiele więcej potrzeba, zaś nowoczesność czyli dydaktyka XX w. stworzona na bazie sukcesów „genialnych dyletantów” dała nam całą listę błędów dosiadu których opis znajduje się w pytaniu 261, na brązową odznakę PZJ, które brzmi : Wymień najczęstsze błędy dosiadu? Należy odpowiedzieć : Najczęściej spotykane błędy to ogólny brak rozluźnienia mięśni, podciąganie kolan i pięt do góry, klapiące łydki, sztywna, zablokowana ręka, garbienie się.

Przypadki wymienione w ww. pytaniu są u nas często widziane nie tylko w szkoleniu podstawowym, zatem powtórzę jeszcze raz, że może protestować przeciw moim tezom każdy, kto jeździ konno i nie obserwuje u siebie ani jednego z wyżej wymienionych błędów!. Próbując odpowiedzieć na pytanie dlaczego wymienione wyżej błędy są u nas tak powszechne wrócę, po raz kolejny, do problemu ustalania sylwetki początkującego jeźdźca, którego na progu jeździectwa wciska się układ w którym wg zalecań PZJ jeździec musi siedzieć prosto, tak, że można poprowadzić pionową linię od ucha poprzez bark, staw biodrowy i staw skokowy … . Nowocześni oczywiście nie zgodzą się ze mną, ale to w tym schemacie ukryte jest źródło ww błędów, gdyż narzuca się go wszystkim bez zastanowienia czy dadzą radę w nim się zmieścić!. Dzisiaj nikt nie chce pamiętać, że ten schemat przywieźli do Europy Mongołowie i Tatarzy, i że powtórnie „wymyślili” go ponad 100 lat temu rosyjscy wojskowi, bo w takiej pozycji jeździec wygląda dostojniej, bardziej ceremonialnie, jakby stał na baczność, a dzięki temu, że pasuje on do sportu wyczynowego, muszą w niego wchodzić także Ci, którzy o wyczynie nawet nie pomyślą. Złe w nim jest to, że utrzymanie takiej sylwetki w każdym ruchu zmusza jeźdźca do „jazdy w górę” tzn stałego podnoszenia się w strzemionach i stałego osłabienia dosiadu!, co przy skokach jest nawet pożądane ale dla zwykłej jazdy wręcz szkodliwe, gdyż w tym przypadku zależy nam na jak najmocniejszym kontakcie z siodłem!.

Zdjęcia Anna Deszczyńska.

Instynkt piechura (Świat koni 8/2013)

Nikt nie rodzi się jeźdźcem, jednak dzięki chęci i pracy jaka jest do tego niezbędna z piechurów możemy przeistoczyć się w jeźdźców. Nie zdajemy sobie jednak sprawy jak mocno w poprzek tego zamierzenia stoi instynkt piechura, który czuje się bezpiecznie jedynie wtedy, gdy ma pod stopami ziemię a gdy jej brak, strzemiona.

ja-do-inst

Jadę pierwszy raz na tym koniu, chwyt udem, łydka luźna, staw skokowy elastyczny, stopa lekko na strzemieniu, lewy bark lekko do przodu i dłonie wysoko żeby dać sygnał do skręcania w prawo,  wodze luźne , koń skręca od sygnałów dawanych całym ciałem jeźdźca.

Problem w tym, że dopóki ich nie wynaleziono jeźdźcy doskonale sobie radzili bez nich, gdyż instynktownie znajdowali w tej nienaturalnej dla istot dwunożnych sytuacji „ratunek” w jedyne możliwym i najefektywniejszym oparciu się na kościach siedzeniowych, a nie znając anatomii nawet nie zastanawiali się nad tym, że siedząc na grzbiecie konia tak naprawdę dzięki dwupunktowemu podparciu nadal stoją na krótkich odcinakach kości udowej (od główki zamocowanej w miednicy do krętarza mniejszego). 

Przez wieki zachodni styl jazdy cechowała równowaga  pomiędzy dosiadem dwupunktowym a długością strzemion, która została zachwiana z chwilą zmiany przeznaczenia konia z wyłącznie użytkowej na sportową. Wiadomo, że sport wyczynowy dla wyniku nie liczy się z niczym, dzięki czemu pęd za coraz lepszymi osiągnięciami sportowymi doprowadził do powszechnego zaakceptowania tego, że to co dobre w wyczynie jest dobre dla wszystkich. Zanikła granica pomiędzy sportem wyczynowym a masowym, który dla większości jeźdźców nie mających czasu i pieniędzy na wielogodzinne treningi jest sportem wysoce ekstremalnym, biorąc pod uwagę metody szkolenia jakim są poddawani.

W mocnym oparciu stóp nie ma nic złego, gdyż to dzięki balansowaniu na piętach i palcach, nasz mózg, poza naszą świadomością, kontroluje położenie naszego ciała w przestrzeni gdy stoimy, spacerujemy czy biegamy. Podobny mechanizm będzie działał gdy „siedzimy” w siodle, dopóki nie zaczniemy wykorzystywać tej sytuacji do innych celów, nie związanych z samą jazdą konną czyli np. do strzelania z łuku lub do skoków przez przeszkody. W przeszłości, by efektywnie wykorzystać konia jako platformę bojową na wschodzie skracano strzemiona z jednoczesnym cofnięciem zaczepów puślisk pod środek ciężkości jeźdźca, współcześnie skraca się strzemiona po to, by sprawnie skakać przez wysokie, strome przeszkody, ale po co to robić jeśli jeździec nie strzela z łuku i nie skacze przez przeszkody?  

kos-inst-piech

Piszę o podparciu dwupunktowym gdy tymczasem np. w książce „Nauka Jazdy Konnej” Wilhelma Müsselara na stronie 33 w rozdziale „Działanie ciężarem jeźdźca” jest następujący fragment: „Każde ciało może mieć kilka podpór, np. stół na czterech nogach (jak koń) lub na trzech nogach (jak jeździec na obu kościach kulszowych i kroczu)”.   Informację o siadzie na kościach kulszowych mylonych z siedzeniowymi znalazłem w kilku współczesnych poradnikach (są także w pytaniach na odznaki PZJ) dotyczących jazdy konnej, niestety ich autorzy nie sprawdzili w atlasach anatomicznych, że kości kulszowe i krocze to jedno i to samo.   Pomijając błąd w nazewnictwie samo to, że Wilhelm Müsselar zaleca siad na 3 punktach można rozumieć jako optymistyczne założenie, że będzie to stały kontakt z powierzchnią siodła poprzez kość kulszową i krętarze mniejsze (popularnie nazywane kośćmi siedzeniowymi). W praktyce możliwa jest jednak taka sytuacja, że przy silnym pochyleniu tułowia do przodu cały ciężar ciała jeźdźca może chwilowo spoczywać wyłącznie na trzecim punkcie czyli na częściach ciała okrywających przednią część kości kulszowej a to przyjemne i wygodne nie jest.. Twierdzeniu W. Müsselar o prawidłowości 3 punktowego dosiadu przeczy istnienie i stosowanie siodeł  typu McClillan, Whitman i im podobnych ( np. współczesnych rajdowych)  z pokaźną dziurę pośrodku (nie służącą wg błędnych twierdzeń niektórych „znawców” tematu do wentylacji) która zmusza jeźdźca do siadu tylko na kościach siedzeniowych.

Siodło oficerskie typu Whitman

Geneza tych siodeł sięga antyku gdy ludzie odkryli, że wygodniej jest siedzieć na koniu z wydatnymi mięśniami biegnącymi wzdłuż kręgosłupa niż na takim który ich nie ma ( Ksenofont Hippika – 2300 pne  … wygodniej jest jeździć na dwu-grzbietym koniu…) .    Niestety, dosiad z silnym przyleganiem kością kulszową do powierzchni siodła jest u nas powszechnie spotykany na skutek używania siodeł dokładnie dopasowanych do obrysu dolnej części ciała jeźdźca. Nie dlatego, że brak płaskich siodeł, ale dzięki złudnemu przekonaniu, że ciasne siodło poprawi dosiad jeźdźca. Takie przekonanie doprowadziło do stworzenia wąskiej, niewygodnej metody poruszania się na koniu, w której jeździec siedzi na kroczu, i własnym ciężarem wytwarza nacisk który musi zmniejszyć przenosząc ciężar na strzemiona( osłabia dosiad), przy czym garbi się i usztywnia, czym jeszcze bardziej szkodzi ruchowi zespołu koń-jeździec.

 

Dwa grzbiety – siodło sarmackie III w. p.n.e. Namalowane na podstawie znalezisk historycznych. Dario Wielec (USA)

Teraz wszyscy nowocześni jeźdźcy będą się zapierali, że nie gniotą się w krocze, że wymyśliłem coś paskudnego, ale proszę odpowiedzieć szczerze na proste pytanie, siedzicie koleżanki i koledzy wzdłuż czy w poprzek? Siedzenie w poprzek oznacza, że jeźdźcy bez różnicy płci czują, że kontaktują się z siodłem wyłącznie poprzez krętarze mniejsze a po środku, co najwyżej przylegają do powierzchni siodła bez uwierania.  

Jeśli jeździec siedzi słabo na kościach siedzeniowych i ma cofnięte pod tułów łydki i stopy (co jest współcześnie uznawane za jedyną prawidłową pozycje na koniu) to w czasie jazdy wszystkimi chodami  ma problem z utrzymaniem równowagi w pionie ( jedzie cały czas lekko pochylony do przodu a przy zwalnianiu łatwo przechla się do przodu, przy ruszaniu do tyłu) zatem by utrzymać stałą pozycję chwyta się łydkami boków konia ( martwa łydka) usztywnia się i dosłownie „zawisa” na wodzach. Koń na ciągnięcie odpowiada napieraniem na wędziło na skutek czego dwa miękkie z natury paski skóry stają się twarde jak stal i zaczynają służyć jako narzędzie do utrzymania równowagi w pionie w kierunku przód -tył.

Przy podparciu dwupunktowym tj. na kościach siedzeniowych chwyt realizowany jest udem do kolana, dzięki czemu do utrzymania równowagi przód-tył jeździec używa mięśniu brzucha i biegnących wzdłuż kręgosłupa, łydka i stopa znajduje się przed jeźdźcem, i to wystarcza by „program” służący zachowaniu równowagi zapisany w naszych głowach działał podobnie jak na ziemi. W przed XX wiecznych systemach jeździeckich początkowy okres szkolenia na płaskich siodłach bez użycia strzemion służył przekształceniu piechura w centaura. Liczył się efekt końcowy a nie natychmiastowa satysfakcja, w postaci np. szybkiego galopu w pół-siadzie, choćby dlatego, że na zachodzie takiej pozycji wówczas nie znano. Jeździec musiał siedzieć zawsze prosto bez względu na to co roił, dla jego własnego dobra nie pozwalano mu na jazdę wyższymi chodami póki nie opanował podstaw, czyli siadu na kościach siedzeniowych i chwytu udem ze swobodną łydką. Jeździec uczył się po raz drugi poruszać w pionie, co wymagało zaakceptowaniu tego, że bezpieczne podparcie znajduje na kościach siedzeniowych a nie na stopach. Wbrew własnemu instynktowi nakazującemu mu kurczenie się w sytuacjach niebezpiecznych musiał nauczyć się wyciągać tułów w górę, na co zwraca się uwagę także współcześnie ( gdyż w ten sposób poprzez rozciągnięcie kręgosłupa uaktywnił mięśnie biegnące obok niego, wzmocnił dosiad i zmniejszył możliwość wychylania miednicy)  i nie podkurczać nóg, wręcz wyciągać je w dół przed siebie, tak by utrzymać równowagę w przestrzeni w której się poruszał. Utrzymanie wyprostowanego tułowia w czasie ruchu jest bardzo ważne, ze względu na siły odśrodkowe, gdyż przy dynamicznej zmianie kierunku poruszania się,  na przykład w prawo lub w lewo, odbywa się to z przyspieszeniem i prędkością przekraczającą zdolność reakcji piechura,  a wychylenie w bok spowoduje utratę równowagi i upadek. 

ins-tekst-01

ins-tekst-01

ins-z2

ins-t2

Chwyt łydkami przy skróconych strzemionach nie jest w stanie temu zapobiec, gdyż siły jakie wytwarza masa jeźdźca są zbyt duże by ją nimi utrzymał. Nawet jeśli w poradnikach jeździeckich zaleca się chwyt udem, to współczesne metody szkolenia nie są w stanie tego wyegzekwować. I tak na skutek zawężenie szkolenia instynkt piechura ma się dobrze i nie raz pomógł jeźdźcom w mniej lub bardziej twardym lądowaniu na matce ziemi.

 

Geometria dosiadu i taniec z powietrzem.

W śmiałym artykule „Nie rozwijajmy ujeżdżenia” pani Ewa Rot-Buga (KP 2/2013) porusza problemy wynikające ze słabości XX wiecznej odmiany klasycznego systemu szkolenia (należało by go nazywać pseudo-klasycznym). Twierdzenie, że zaledwie 100 lat wprowadzania „innowacji” doprowadziło do wypaczenia klasycznych metod szkolenia , jest odrobinę przesadzone, przed II wojną światową nie było aż tak źle, proces wypaczania rozpoczął się dopiero po 1945 roku, gdy jeździectwo uznano za burżuazyjną fanaberię a szkolenie ograniczono do wąskiego grona ludzi związanych z hodowlą, sportowców wyczynowych a z biegiem czasu i zapaleńców nie zważających na to co władze II-ej kongresówki uważały z społecznie poprawne.
Po roku 1990 gdy jeździectwo zaczęło dynamicznie się rozwijać nie było od kogo uczyć się podstaw gdyż nikt nie wiedział jakie one są. Oczywiście i wówczas troszczono się o dobro konia, ale tolerowanie za krótkich strzemion, ciasnych siodeł, okopywania boków konia w kłusie, anglezowania przez podrywanie się do góry, mocne dzierżenie wodzy, poruszanie wodzami prawo-lewo powodujące że koń kiwa głową w takt tych ruchów, rytmiczne napieranie biodrami na przedni łęk i inne tzw. patenty mocno tę troskę osłabiały.
Zgadzam się z panią Ewą Rot-Buga że …natural nie ma w swojej ofercie nauki dosiadu, niestety problem jest głębszy gdyż i inne „szkoły jazdy” nie maja takiej oferty. Cóż zatem trzeba zrobić żeby nauczyć się poprawnego dosiadu i właściwego zachowania na koniu?.
Uważam, że należy wrócić do sprawdzonych wzorów zachodnioeuropejskiej sztuki jeździeckiej w której dosiad opierał się na sylwetce jeźdźca siedzącego zawsze prosto bez względu na to co się robi ( Don Duarte XV wiek) ( wyłączając z tego schematu skok przez wysoką przeszkodę, niską można przeskoczyć bez pochylania się do przodu ) z udem podanym do przodu, łydką opuszczoną pionowo w dół , ze stopą poziomo lub z pietą lekko opuszczoną, trzymaną zawsze równolegle do boku konia lub palce lekko nie mogą na zewnątrz, odpowiednim munsztuku oraz dobrym siodle położonym we właściwym miejscu na grzbiecie konia.

hist-galop-rob-cwal

Podstawą prostej sylwetki jeźdźca jest odpowiednie siodło, które by spełniało swoje zadanie powinno być odpowiedniej długości, o łagodnym profilu wzdłużnym i poprzecznym, dzięki czemu miednica a za nią kręgosłup jeźdźca pozwoli mu siedzieć prosto, bez tybinki lub z tybinką bez poduszek albo z takimi które nie ograniczają swobody ustawienia uda i łydki, która ma tylko przylegać do boku konia tak by była gotowa do użycia jeśli zajdzie tego potrzeba.
Współczesne siodła z reguły są idealnie dopasowane lub wręcz za ciasne, często siodło skokowe służy do jazdy w parkurze i w terenie, złudne poczucie dobrego trzymania dolnej części ciała w efekcie daje słaby siad na kościach siedzeniowych. Jeźdźcy przesiadający się z siodeł skokowych w których dzięki stromemu pochyleniu tylnej powierzchni siedziska ( jeden z patentów wymyślonych w XX wieku) w których ich miednica jest przechylona do przodu, na siodła „płaskie”, mają wrażenie, że odchylają się do tyłu gdy tymczasem dopiero w nich siedzą prosto. Pochylenie miednicy i kręgosłupa jeźdźca do przodu pomaga mu w „złożeniu” się do skoku jednak zdecydowanie osłabia dosiad, jednocześnie zwiększa przyleganie kości łonowej ( kulszowej) co jest odczuwane jako dyskomfort i eliminowane poprzez silniejsze wsparcie na strzemionach. Opisany mechanizm skazuje każdego kto próbuje poza parkurem jeździć w siodle skokowym na jazdę bez dosiadu, stale w pozycji „gotowy do skoku” z środkiem ciężkości przesuniętym do przodu ( jeździec ma wrażenie, że padnie na nos jak narciarz pędzący na kreskę w dół zbocza) utrzymuje równowagę jedynie dzięki temu, że na mocne dzierżenie wodzy koń odpowiada równie mocnym ich napinaniem. Przy szybszych chodach napięty jeździec generuje coraz większe siły odśrodkowe z którymi próbuje walczyć poprzez jeszcze większe usztywnienie i kurczowy chwyt łydkami ( martwa łydka – kolejny patent XX wieku). Jeździć w takiej pozycji można, jeśli wszyscy tak jeżdżą to jest ona uznawana za poprawną, sprawni fizycznie dochodzą do wyników które ich zadowalają, tyle, że z prawdziwą harmonią z ruchem konia nie ma to nic wspólnego.

wsp-step-klus

By uzyskać prawidłową sylwetkę jeźdźca , prawidłową geometrię jego systemu biomechanicznego, należy pogodzić się z faktem, że szkolenie podstawowe należy prowadzić w siodłach takich jak hiszpańskie, portugalskie, McClellan-a, Whitmen-a, westernowe czy
XX-o wieczne wojskowe lub współczesne sportowe o długim płaskim siedzisku z tybinkami bez ciasnych ograniczników, gdyż tylko takie siodła pozwalają jeźdźcowi siąść na 2 punktach z rozluźnionymi mięśniami obu nóg. Postulat wyeliminowania ze szkolenia podstawowego i jazdy w ogóle anglezowania może wydać się zbyt radykalny ale racjonalnie patrząc jeśli mechaniczne anglezowanie przez podrywanie do góry prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia to zdecydowanie lepiej nie anglezować. Zresztą mistrzowie o których pisałem w „Czasie długich strzemion” (KP 9/2012, odwołuje się do nich także pani Ewa Rot-Buga KP 12/2012) nie anglezowali i mieli doskonałe wyniki, na cóż nam wynalazek angielskich listonoszy używających konia jako środka transportu?!. Obrońcom anglezowania, które w założeniu ma odciążać kona zwrócę uwagę na to, że tylko prawidłowe, miękkie anglezowanie nie szkodzi koniowi, mechaniczne przysiady wyglądają nieelegancko, zaburzają ruch i usztywniają konia. Zresztą listonosze „wymyślili” anglezowanie po to, żeby to im było wygodniej, końmi raczej się nie przejmowali. Tymczasem jazda kłusem ćwiczebnym (na przełomie XIX i XX wieku nazywanym francuskim !) nie prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia. Wymaga od człowieka więcej pracy, na początku z powodu zmęczenia ma on mniej satysfakcji z pokonywania przestrzeni, jednak na długą metę jest dla niego i dla konia bardzo korzystna a przy okazji poprawia muskulaturę brzucha jeźdźca.

W celu uzyskania prawidłowego ruchu konia ważna jest pozycja siodła na jego grzbiecie. Powinno leżeć tak, by jeździec nie siedział zbyt blisko przednich nóg wierzchowca (co jest współcześnie powszechne i co jest przyczyną problemów z łopatkami u wielu koni).
W przeszłości z właściwą lokalizacją siodła radzono sobie stosując podogonie i napierśnik. Współcześnie uważa się, że miały one stabilizować siodło przy podjeżdżaniu i zjeżdżaniu ze wzniesień w czym oczywiście pomagają , ale w przeszłości, jeśli jeszcze podjeżdżano, to przy ruchu w dół długiego stromego zbocza, gdy nie było to absolutnie konieczne zalecano schodzenie obok konia. Szczególnie wschodnie siodła o krótkiej terlicy wymagały precyzyjnego wyznaczenia ich pozycji, gdyż zbytnie zbliżenie do łopatek męczyło konia ( … w drodze siodło na łopatkach naprzykrzy się, a młodemu pokazi ( uszkodzi) chrząstki- Gospodarstwo jeździeckie… Poznań 1600 r. ) i zmniejszało dystans jaki mógł pokonać. Podogonie i napierśnik pozwalały przy siodłaniu zaoszczędzić czas i uzyskać powtarzalność pozycji, nawet jeśli siodłał doświadczony jeździec lub stajenny.
Uważnie przyglądając się ikonografii (od średniowiecznej do początku XX wieku) dostrzeżemy, że popręgi znajdowały się dość daleko od łokcia, często w odległości większej niż jedna dłoń, co jest logiczne, gdyż im krótsza terlica leżąca w środku kłody tym będzie dalej od jego przednich nóg. Konie siodłane blisko łopatek „chodzą” na przednich nogach „wlokąc” za sobą zad, jeżdżone z mocno skróconym wodzami, co nie pomaga uzyskać właściwego zebrania, w galopie wykonują krótki ruch przednimi nogami a nie mogąc podstawić pod siebie tylnych, podnoszą zad do góry.

wsp-galop-zebr

Jeździec stoi w strzemionach z sztywnym stawem skokowym i „wisi” na wodzach czyli utrzymuje równowagę przód tył mocno ciągnąc za wodze.

Przypomina to kicanie zająca i jest bardzo nieprzyjemne dla jeźdźca ( tylny łęk uderza go w kość ogonową) który radzi sobie z tym problemem przechodząc do pół-siadu. Z reguły jeźdźcy im szybciej jadą tym wyżej podnoszą siedzenie, a to, nawet jeśli jest skuteczne wygląda bardzo, bardzo brzydko.
Tymczasem prawidłowo ulokowane siodło i wyprostowana sylwetka jeźdźca w pełnym siadzie zapewniają we wszystkich chodach równomierne rozłożenie ciężaru na nogi konia co ułatwia mu poruszanie się w każdym terenie . Dzięki temu, jeździec, siedząc prosto, z nogami lekko podanymi przed siebie potrafi zatrzymać konia nawet z najbardziej dynamicznego ruchu gdyż nie boi się prędkości jaką nadaje mu rozpędzony wierzchowiec. Istotny jest także stały brak usztywnienie, dzięki temu jeździec bez problemu radzi sobie z siłami oddziaływującymi na niego przy przyspieszaniu, zwalnianiu i na zakrętach (siły odśrodkowe). W momencie gdy koń zrobi nagły, niezapowiedziany skręt w miejscu, choćby tylko o 90˚ w lewo lub prawo, zewnętrzna stopa w momencie obrotu ciała jeźdźca wokół osi pionowej odstawiona na zewnątrz wykonuje ciasny łuk, przenosząc siłę odśrodkową przez strzemię i puślisko na terlicę, dzięki czemu jeździec nie wyleci z siodła. Istotnym czynnikiem stabilizującym tułów jeźdźca w pionie oraz wpływającym na odczuwanie równowagi w przestrzeni jest układ ramion, rozluźnionych w barkach, zgiętych w łokciach pod kątem 90˚, z dłońmi na szerokości barków. Rozluźnienie nie oznacza zwiotczenia sylwetki lecz elastyczny ruch razem z koniem, nie podążania a kroczenie razem z nim. W stępie gdy koń stawia np. prawą tylną nogę jego grzbiet pod jeźdźcem po prawej stronie lekko się opuszcza i w ten „dołek” jeździec „stawia” swoją prawą nogę, „idąc” razem z koniem kołysze miednicą w takt tylnych nóg kroczącego konia. W kłusie kołysanie jest szybsze a „dołki” płytsze, ruch miednicy jeźdźca z boku na bok jest zatem szybszy a wychylenia minimalne. W galopie koń i jeździec jednocześnie skaczą (dawniej galop nazywano skokiem) jadąc w prawo na tylnej lewej i przedniej prawej ( prawa przekątna) , jadąc w lewo na tylnej prawej i przedniej lewe kończynie ( lewa przekątna) .
Bardzo trafny opis sylwetki i zachowanie jeźdźca pozostawił nam książce Wiliam Cavendish: Piersi jeźdźca powinny być w pewnym stopniu wypięte, jego oblicze przyjemne i wesołe, ale bez uśmiechu. Oczy skierowane bezpośrednio między uszy konia gdy porusza się do przodu. Nie mówię, że powinien trzymać się sztywno jak na warcie, lub, że powinien siedzieć na koniu jak posąg, ale, wręcz przeciwnie, że, powinien być wolnej (nieskrępowanej) postawy, najlepiej porównać to do tańca z powietrzem. Dlatego chciałbym by Gentleman pojawiał się na jeździe nie usztywniony. Jest raczej dobrodziejstwem dla ucznia i dla mistrza, by nigdy nie zdarzyło mu się obserwować sztywnej postawy, która czyni wygląd jeźdźca nieeleganckim czy wręcz głupim. Dobry dosiad jest na tyle istotny, że regularny ruch konia całkowicie zależy od niego, do tego jest korzystny i dla innych pomocy, więc niech uczeń nie ma ich w pogardzie. Ponadto śmiem zaryzykować, że kto nie siedzi delikatnie na koniu nigdy nie będzie dobrym jeźdźcem.
Problem XX wiecznej dydaktyki nowo-klasycznej polega na tym, że skazuje człowieka na stan permanentnego pozostawania w tyle, powiedzenie „zabierz się z koniem” wskazuje kto rozpoczyna ruch, a w takiej sytuacji jeździec jest od razu spóźniony i nie koncentruje się na swoim ruchu tylko na dogonieniu ruchu konia. Należy uświadomić człowiekowi, że to jego myśl „uruchamia” konia, że, żeby koń poruszał się zgodnie z jego wolą to on sam musi się poruszać, dawać właściwe sygnały całym sobą, bo to jest najskuteczniejszy sposób porozumiewania się z koniem. Przy takim nastawieni psychicznym przyspieszając lub wzmacniając swój ruch dajemy sygnał przyspiesz, zwalniając siebie sygnalizujemy zwolnij.
Można nauczyć konie by ruszały z miejsca na cmoknięcie, ucisk łydek, klepnięcie dłonią, lub na pospolite wio, jednak najskuteczniejszym sposobem jest zainicjowanie ruchu myślą , trzeba pomyśleć – chcę iść, resztę zrobi program który mamy zakodowany w sobie, nasze ciało zareaguje tak jakbyśmy stali na ziemi, da sygnał ruszamy np. z prawej nogi i koń ruszy z prawej tylnej, oczywiście nie za pierwszym razem, ale koń szybko zaakceptuje ten sposób wydawania poleceń. Nad tym sposobem komunikacji trzeba jednak sporo popracować na początek na lekki nacisk łydkami zareaguje każdy koń, nawet systematycznie okopywany lub jeżdżony z martwą łydką.
Gdy chcemy się zatrzymać stąpając po ziemi przestajemy się ruszać, wystarczy zrobić to samo na koniu, nie zatrzymamy się w pół kroku, wygaszając własny ruch stopniowo, damy mu czas na to by poczuł sygnał jaki do niego dociera, co on oznacza i by go wykonał.
By nie być skazanym na podążaniem za ruchem konia musimy się sami ponownie zaprogramować, po raz drugi nauczyć chodzić, biegać i skakać tyle, że przy pomocy nóg naszego partnera od tańca z powietrzem. Im szybszym chodem będziemy się poruszać tym mniej czasu będzie na wydawanie poleceń stąd trzeba popracować nad samo programowaniem by w sytuacjach krytycznych działać automatycznie, bez zbędnego myślenia jaka jest kolejność czynności które mamy wykonać by osiągnąć zamierzony cel.

Metody szkoleniowe drugiej połowy XX wieku zakładają, że zawsze jeżdżono tak jak to opisałem na początku artykułu, tymczasem szkodliwe „innowacje” i niektóre tzw. patenty zostały wprowadzone dlatego, że przyspieszają szkolenie, dlatego, że w za ciasnym siodle inaczej jeździć się da, albo, by skutecznie przeskakiwać wysokie przeszkody, itd. lista powodów jest długa. Tyle, że nawet Federico Caprilli poza parkurem nie jeździł tak jak się u nas jeździ na co dzień, a i skakał z dłuższymi strzemionami niż współcześnie się sądzi. Nie proponuję żeby od razu skakać z długimi strzemionami, analiza jak to ronił F. Caprilli to temat na osobny artykuł, być może nawet na nie jeden, sam jestem ciekaw co pisał na temat jeździectwa w swoich opracowaniach przed stu laty, On, jeździec na granicy dwu epok.

Zdjęcia z opracowania Gabriele Benucci-go „Federico Caprilli, tra storia e romanzo – Federico Caprilli między historią a fikcją”

caprilli_2

Na F.Caprilli na koniu Pouff 1906 r .

caprilli2-i-krol-male

Zdjęcie Król Włoch, Vittorio Emanuele III jadzie środkiem drogi,
dedykowane generałowi Berta. jeździec z prawej strony zdjęcia to Federico Caprilli.

Zdaję sobie sprawę, że w ramach jednego artykułu trudno jest wskazać wszystkie niedostatki ( patenty) XX wiecznych metod szkoleniowych i wyjaśnić jak sobie z nimi radzić, mam jednak nadzieję, że wracając do prawdziwej klasyki z biegiem czasu naprawimy to co one zepsuły .
Karol Tomczyk
2013-02-10
.

Czas długich strzemion.

Czas długich strzemion.

Całkiem niedawno, bo na początku XXI wieku w środowiskach rekonstrukcyjnych zainicjowana została dyskusja na temat jazdy z długimi strzemionami. Grupy rekonstrukcyjne odtwarzające kawalerię polską z czasów napoleońskich starają się nawiązać do tego stylu ale do szerokiej akceptacji jego zalet jest jeszcze bardzo daleko.

albuera-2011-7-plk-lansjerow-nadwislanskich

Albuera 2011 – 7-y pułk ułanów Nadwiślańskich.

albuera-1811-2011-mpiontek-168-m2

Strzemiona, dzisiaj powszechne stosowane i uznawane za niezbędne do jazdy konnej pojawiły się w Europie na przełomie VI i VII w n. e.. Przyjmuje się, że wynaleziono je w Chinach w II w. n. e. , dowodem na to ma być gliniana figurka jeźdźca znaleziona w grobowcu w Changsha, datowana na 302 rok n.e. Wykonane z żeliwa lub brązu, przez Koreę trafiły do Europy pod koniec VI w. n. e. wraz z Awarami i od razu zostały przyjęte przez Bizantyjczyków. Kodeks Strategikon Teodozjusza II który powstał około 580 r. n. e. (wg innych źródeł jego autorem był cesarz Maurycy – 600 r. n. e.- jest to jednocześnie najstarsza wzmianka na ten temat w literaturze europejskiej) mówi o potrzebie używania żeliwnych strzemion,. Podparcie stóp jeźdźca znane było jednak dużo wcześniej, najstarszy przykład jego stosowania znajduje się na płaskorzeźbie z 852 r. p. n. e ! przedstawiającej asyryjskiego króla Salamanazara III ze stopami w sznurowych strzemionach. W okresie ekspansji Franków ( przełom VIII-IX w. n. e) w Europie Zachodniej upowszechniły się strzemiona z żelaza. W wieku X znane są już na terenie całej europy, przy czym ich stosowanie prowadzi do ewolucji siodła, które nadal ma mocne ławki, jednak przykryte są one siedziskiem z tłoczonej skóry lub wyszywanych tkanin, wyposażone w szeroki i wysoki przedni i tylny łęk dzięki czemu przedni chroni podbrzusze a tylny daje oparcie przy uderzaniu kopią. Zmienia się także dosiad jeźdźca który siedzi na kościach siedzeniowych (wyrostki na kościach udowych, nazywa anatomiczna krętarze mniejsze nie należy ich mylić z kośćmi kulszowymi które są częścią miednicy) z nogami podanymi do przodu, a strzemiona są przypinane do puślisk mocowanych blisko przedniego łęku. Jest to istotny szczegół gdyż w tym samym czasie ze wschodu trafia do Europy drugi typ siodła, które jest znacznie mniejsze od zachodniego , wyposażone w mostek rozpięty pomiędzy łękami ze strzemionami przymocowanymi pośrodku ławek tuż pod jeźdźcem.

siodlo-terlica-2

Typowe siodło wschodnie, mocowanie puślisk pod jeźdźcem.

Różnice pomiędzy siodłami zachodnimi i wschodnimi mają podłoże w różnym sposobie walki kawalerii ich używającej. W Europie wprowadzenie strzemion pozwoliło do stosowania coraz dłuższych kopii dochodzących do 6,2m, służących do uderzenia na wprost.. Jazda wschodnia zasypywała przeciwnika strzałami z dystansu, zdziesiątkowanego, na poranionych koniach docinała szablami, dlatego jeźdźcy wschodu jeździli z bardzo podkasanymi strzemionami co dawało im doskonałą platformę do strzelania z łuku. Dodatkowo mostek mocowany do ławek gniotący jeźdźca w krocze wymuszał odciążające wsparcie na skróconych strzemionach.

Dosiad jeźdźców tamtego okresu dokumentują zabytki ikonograficzne, pieczęcie, rzeźba, w wieku XV pojawiają się dokumenty pisane pomiędzy którymi jednym z najstarszych jest tekst króla Portugalii Don Duarte wydany w 1435, podaje w nim 6 elementów które są podstawą twardego dosiadu:

1.Zawsze siedzieć w siodle prosto bez względu na to co się robi.

2.Mocno przykładać nogi do konia.

3.Oprzeć pewnie stopy w strzemionach.

4. Wiedzieć jak i kiedy używać rąk.

5. Dostosować sposób jazdy do typu siodła i jego proporcji.

6.Należy wiedzieć jak panować nad sobą a siodło i strzemiona dobrać do akcji jaką

podejmujemy w oparciu o zachowanie dosiadanego konia.

Podaje także pięć podstawowych sposobów jazdy na koniu uznając inne za ich pochodną.

Pierwszy, dostosowany do siodeł nazywanych Brevante które wymagały jazdy z długimi nogami, podanymi trochę do przodu ze stopami mocno opartymi w strzemionach.

Drugi, gdy jeździec siedzi w siodle z długimi nogami lub nieco zgiętymi, ze stopami tylko położonymi w strzemiona, styl stosowany wówczas w Anglii i różnych krajach Italii, gdzie używano innych siodeł niż w Portugalii. Jego zasadą było utrzymanie wyprostowanej sylwetki z udami mocno przyciśniętymi do konia z nogami odstawionymi w jednej linii z tułowiem . Trzeci, bazuje na jeździe z długimi nogami skierowanymi pionowo w dół, ze stopami w strzemionach, bez siedzenia w siodle z równowagą utrzymywaną przy pomocy przedniego i tylnego łęku. Używany przez jeźdźców starej daty na turniejach i gonitwach. Strzemiona były ze sobą spięte pasem pod brzuchem konia .

Czwarty, do jazdy na siodłach nazywanych „Jineta” na którym jeździec zawsze siedzi w centrum siodła z nogami zawsze zgiętymi, mocno przyłożonymi do konia, ze stopami mocno wspartymi na strzemionach (Styl zapożyczony od hiszpańskich Maurów).

Piąty, bez siodła czyli na oklep z chwytem kolanami i udami lub nogami zgiętymi jak najbardziej i mocno przyłożonymi do boków konia lub nogami zgiętymi tak by palcami stóp dotykać brzucha konia.

W piśmiennictwie polskim jednym z najstarszych źródeł dotyczących jeździectwa jest „ Dworzanin polski” Łukasza Górnickiego z 1566 r. w części przekład, w części parafraza włoskiego dzieła zatytułowanego „Il Cortegiano” Baltazara Castiglione. Trudno zatem ustalić czy opis …A zasię jako miło patrzeć na owego, który ani wyciągnie zbytnie nogi, ani jej nad miarę skurczy, ale ją , nic w rzeczy o jeździe swej myśląc, statecznie się trzyma, sam sobą z lekka jako koń stąpi … dotyczy bardziej Włochów czy współczesnych Górskiemu rodaków.

W książce „Hippika abo sposób poznania, chowania i stanowanie koni przez Krzysztofa Pieniążka” wydanej w roku 1609 o dosiadzie nie jest nic napisane, za to dużo o munsztukach ale to temat na odrębne opracowanie.

Nieznany autor dzieła „Gospodarstwo jeździeckie, strzelcze y myśliwcze z doświadczenia NN. Szlachcica polskiego, napisane roku pańskiego 1600” wydane w Poznaniu w 1690 o doborze długości puślisk pisze … Koniec palców u ręki na dziurę , w której u siodła puśliska wiszą, a strzemiona pod pachę: które jeśli od końca palców do pachy przystaną, równo to i nogom będzie.

Do najbardziej znanych autorów piszących w europie zachodniej należy Giovannii Battista Pignatelli który był XVI-wiecznym włoskim mistrzem jazdy konnej. W szkole jazdy prowadzonej przez Federico Grisone w Neapolu Pignatelli nauczył się sposobu stanowczego postępowania przy szkoleniu koni. Jago uczniem był Antoine de Pluvinel (1552 – 1620) który wrócił do łagodnych metod Ksenofonta i był pierwszym francuskim mistrzem jazdy konnej, który miał wielki wpływ na nowoczesne ujeżdżenie koni. Pluvinel napisał L’Instruction du Roy en de monter a cheval  („Królewska instrukcja o sztuce jazdy”) przypisuje mu się wynalezienie metody stosowania dwóch filarów a także wykorzystanie jazdy z łopatką do środka i wolt, do zwiększenia elastyczność konia. W 1594, Pluvinel założył „Academie d’Equitation– Akademię jeździecką”  w której oprócz jazdy konnej uczono także tańca, dobrych manier, czyli wszystkiego co wówczas uważano za niezbędne szlachcicowi. Do Academie d’Equitation uczęszczał przyszły kardynał Richelieu, oraz William Cavendisch duke of Newcastle (6 XII 1592 – 25 XII 1676)  który napisał „A General system of horsemanship in all it’s branches” Ogólny system jazdy konnej we wszystkich odmianach.

nr-2-cavendisch-pozycja-jezdzca-xvii-xviii-wiek

Trudno powiedzieć czy praca Cavendisch-a wydana przed rokiem 1660 w niewielkim nakładzie po francusku a później w tłumaczeniu na angielski (1743) dotarła do XVII rzeczpospolitej, dzięki reprintowi możemy zapoznać się z jego radami na temat dosiadu . W rozdziale „ Niezbędne działania dobrego jeźdźca w celu uzyskania prawdziwego dosiadu” Cavendish pisze . …gdy już dosiadł konia, bo za pewnik przyjmuję, że każdy jeden wie, jak dosiąść konia, powinien siedzieć prosto na kroczu, ( Cavendish nie był zbyt mocny w anatomii zatem patrząc na profil siodła z jego książki, które wygląda jak niektóre współczesne siodła portugalskie czy hiszpańskie widać, że jeździec siedział na nim na kościach siedzeniowych a nie na kościach kulszowych) nie na pośladkach, jak większość ludzi myśli, że zostały wykonane przez naturę, by usiąść na nich, jednak nie na koniu!. Kiedy siadł w środku siodła, wtedy powinien awansować (kierować się) jak potrafi, w kierunku przedniej kuli, trzymając ręce na szerokości pleców i łęku siodła, trzymając nogi prosto, tak jak gdy stoi na ziemi, a kolana i uda skierować do wewnątrz w kierunku siodła, trzymując je blisko, jakby przyklejone do siodła … powinien oprzeć stopy na strzemionach, z piętami niewiele niżej niż palce, tak, że końce jego palców mogą wyjść o pół cala poza strzemiona, lub nieco więcej.

Wypędzony w 1644 z Anglii, po utracie majątku skonfiskowanego przez Kromwelystów, wynajął od wdowy po Rubensie dom w Antwerpii i zajął się pisaniem pamiętników oraz nauczaniem jazdy konnej. Mawiał, że dobre konie są tak rzadkie, że nie mogą być wyceniane w pieniądzach, i że ten, kto kupi dobrego konia z przyjemnością dużo za niego zapłaci. Był bardzo stanowczy w wygłaszanych opiniach …Ani dobre siodło ani dobre strzemiona (właściwej długości) nie tworzą właściwej sylwetki konia ani tym bardziej dobre ostrogi przyczepione do obcasów ignoranta. Także dobre wędzidło samo nie ustawi właściwej sylwetki konia. Bo gdyby to ono czyniło konia uległym wystarczyło by umieścić kawałek żelaza w jego pysku i każdy jeździec byłby najlepszym jeźdźcem na świecie.

Kolejnym autorem mającym wielki wpływ na europejskie jeździectwo XVII-XVIII wieku był François Robichon de la Guérinière ( 1688- 1751 ) który w 1733 opublikował „Ecole de Cavalerie, contenent la connoissance, l’instruction et la conservation du cheval – Szkoła jazdy, zawierająca wiedzę, edukację i zachowanie konia” która do dzisiaj jest jedną z ważniejszych prac dotyczących ujeżdżenie koni. Wiele z zaleceń de la Gueriniere jest stosowanych nadal, we współczesnej, hiszpańskiej szkole jazdy. Uważa się, że to On „odkrył” lotną zmianę nogi i jazdę w kontr-galopie.

barok1-268x300

François Robichon de la Guérinière ( 1688- 1751 )

Były to niewątpliwie książki drogie zatem niedostępne dla ogółu jednak stosowanie zasad zawartych w pracy Cavendish-a czy de la Guérinière na terenie 1-ej Rzeczpospolitej potwierdza ikonografia a autor NN w Gospodarstwie jeździeckim z 1690 zalecając szkolenie koni wg włoskiej szkoły jazdy nie odstaje od trendów Europejskich. Sam choćby fakt importu hiszpańskich koni, u nas nazywanych dzianetami, świadczy o stosowaniu zachodnich zasad jazdy konnej.

Niewiele późniejszy od ww. autorów Regulamin Exercunku dla regimentów kawalerii wydany w Warszawie roku 1775 daje przepis na ustalenie długości puślisk : … sposób dobry w regulowaniu strzemion jest, kazać żołnierzowi bez strzemion prosto siedzieć na koniu i strzemiona na ten czas tak podpiąć, żeby koniec ich (stopka strzemienia) dosięgał do tego miejsca, gdzie absatz (obcas) u bota się zaczyna.

nr-4-stopka-na-wys-obc-male

Styl jazdy z długimi strzemionami stosowany był z powodzeniem na terenie całej Europy przez cały wiek XIX a na jej zachodzie także w XX wieku. W roku 1937 w angielskim regulaminie kawalerii w rozdziale zatytułowanym „Dosiad” stoi napisane : Trzeba od początku wyjaśnić rekrutowi że jeździectwo jest kombinacją „balansu” i „chwytu”, powinien być poinstruowany do rozluźnienia wszystkich mięśni nóg, do siedzenia w najniższym punkcie siodła, jednocześnie do równomiernego siedzenia na swoim siedzeniu. Noga od kolana ku dołowi powinna wisieć i być odchylona od pionu nieco do tyłu. Wewnętrzna część uda automatycznie będzie w kontakcie z tybinką ; kontakt ma być wywołany chwytem uda, dopuszczalne jest realizowanie tego celu tylko wewnętrzną częścią łydki. Jeśli pozwoli się używać tyłu łydki, od razu doprowadzi to do odsunięcia kolana od siodła i w efekcie do osłabienia chwytu zamiast jego zaakcentowania.

w-strzemieniu

Co ciekawe, powyższy cytat pochodzi z okresu w którym intensywnie rozwijał się sport jeździecki, co z różnych powodów prowadziło do odchodzenia od dosiadu stosowanego powszechnie prawie przez 1000 lat. Równie ciekawe jest także to, że współcześnie w jeździe użytkowej, styl jazdy z długimi strzemionami jest nadal stosowany w Australii, Hiszpanii, obu amerykach oraz w europie np. przez angielskie, francuskie, hiszpańskie a także (od kilku lat) przez polskie grupy rekonstrukcyjne.

Karol Tomczyk

Munsztuk …

Munsztuk historyczny.
Munsztuk to nazwa pochodząca z języków germańskich, oznacza rodzaj kiełzna stosowanego do lepszego panowania nad koniem, znany był już w czasach rzymskich i we wczesnym średniowieczu jednak dopiero w wieku XIV znalazł się w powszechnym użyciu.

SONY DSC
Arkan w ogrodzie Saskim.

Dorohostajski Krzysztof Mikołaj, marszałek wielki litewski, żołnierz, poeta, pisarz hipologiczny i ekonomiczny w księdze „Hippica to jest o koniach Xsięgi” ( Kraków 1603) o munsztuku pisze tak: Munsztuk jest własny hamulec, warownie (dobrze wykonany) a ostrożnie (bezpieczny dla wierzchowca) z żelaza urobiony, gębie konia według przynależności stanowiony a konia ku wszelkiej potrzebie w obracaniu, w bieganiu, a w zastanowieniu powolnym czyniony. A ten z 3 części złożony bywa, z czanek, z wędzidła a z podbródka albo pospolitego nazywając nazwiska, z łańcuszka, które iż każde w swoim różność mają , przeto też o każdym z nich ogółem jako najkrócej rozbierać przyjdzie, poczynając od czanek, których różność nie tylko potrzebna ale i nie mała zwierzchnia sobą pociąga potrzeba i ozdoba. O czankach ogółem: Trojakie czanki, trojaką w sobie władzę mają. To proste prawie albo w przód pochylone, to zakrzywione nieco nazad, to też i bardzo krzywe. Pierwsze głowę konika wszakże ku górze podnoszą, wtóre one wg potrzeby miarkują, trzecie pod się łamią… Przekładając ze staropolskiego na polski współczesny tajemnicą działania munsztuka są czanki, ich waga i długość oraz położenie w stosunku do ścięgierza. Historyczny munsztuk działa jak dźwignia dwustronna, zawieszony na pasku potylicznym, podpięty od dołu luźnym łańcuszkiem miał pewien obszar działania samoczynnego.
O odchyleniu od pionu czyli o pozycji munsztuka w końskim pysku decyduje stosunek wagi łańcuszka i górnych zaczepów do wagi czanek. Długie, ciężkie czanki kontra krótkie zaczepy mocujące i lekki łańcuszek ustawią munsztuk a wraz z nim głowę konia pionowo (rys.A) , lekkie czanki kontra ciężki łańcuszek przechylą go górnymi zaczepami do tyłu ( czanki pójdą do przodu) dzięki temu koń podniesie nos do góry (rys.B).

rys-1-czanki-proste-i-zrownowazone

Dobierając munsztuk wg podanych wyżej zasad do charakteru konia we wszystkich chodach póki nie było to niezbędne jeździec mógł jeździć z wiszącymi, luźnymi wodzami trzymanymi z reguły w lewej ręce. By koń zaczął skręcać wystarczyło lekko skręcić dłoń w prawo lub w lewo dzięki czemu ścięgierz nieznacznie zmieniał położenie co wystarczało, by koń skręcał we wskazanym przez jeźdźca kierunku. Oczywiście konie były szkolone do właściwego reagowania na taki sygnał, w początkowym okresie szkolenia młodych koni kiełznano je munsztukiem i wędzidłem ( nazywanym wtedy tranzlą) ale nie używano munsztuka , powodowano jedynie wędzidłem po czym gdy koń reagował prawidłowo jeżdżono tylko na munsztuku.
W „Hippice…” Dorochostajskiego widzimy całą gamę kunsztownych munsztuków wyglądających na pierwszy rzut oka jak narzędzia tortur jednak opisy do nich załączone wyjaśniają, że dzięki nim uzyskiwano większą powolności czyli uległości wierzchowca.
I tak na przykład munsztuk nr 86 opatrzony jest opisem : prosty, sowito kasztanowaty ze
czterema kołkami z igrzyskiem sowitym otwiera grubą i bardzo mięsistą wargę, dziąsła karze, języka przekładać nie dopuszcza należy koniowi twardoustemu, głębokiej gęby a języka subtelnego inne zachwalają takie przymioty: zadziera głowę, lekkie dzierżenie czyni, należy koniowi płytkiej małej gęby i języka subtelnego, daje wolość językowi, załamuje kark, przynależy koniowi głębokiej i bardzo twardoustej gęby, gębę otwiera !!! .

zdj-2-wywazenie

Sprawdzanie wyważenia munsztuka.

0000017489-000083

Wg Pieniążka czanki od których prawie wszystko zależy (przy powodowaniu koniem) powinny mieć długość równą odległości od końca kciuka do końca palca środkowego rozpostartej dłoni (mają być wzdłuż na piądź dobrą człowieka średniego) tj. około 20 cm. Powyżej ścięgierza zawiesia do paska potylicznego ( nagłówka) o długości 3 palców gdyż przy krótszych koń mógłby czankami dotkać do piersi. Scięgierz prosty z igrzyskiem po środku, po bokach płaski, żeby dziąseł nie ranił. Dla koni które mają gruby język lub nie przyjmują prostego należało zrobić ścięgierz zagięty w środku w kształt podkowy z doczepionym igrzyskiem. Łańcuszek z grubymi ogniwkami zapięty płasko, tak by za ujęciem wodzy u brody prawie w rowku leżeć mógł a pomiędzy brodę konia a łańcuszek wszedł jeden palec. Munsztuk tak w dobrej jako i w złej gębie powinien być zawieszony na pasku potylicznym tak, by znajdował się jak najbliżej kłów (1” od nich), jednak w takiej odległości coby w bieganiu koniowi nie zapadł za kieł. Nie mógł być za wąski bo uciskał na kąciki warg ani za szeroki bo mógł się przesuwać z boku na bok przez co działał niesymetrycznie i mógł doprowadzić do poranienia dziąseł. Ścięgierz wykonany z cienkiego pręta działał ostrzej od wykonanego z pręta grubego, prosty przenosił naciski na język ale koń mógł przesunąć język czym zniekształcał sygnał idący od wodzy. Ścięgierz z łukiem po środku uniemożliwiał koniowi przesunięcie języka na bok ale zbliżał się do żuchwy przez co działał ostrzej od prostego.

rys-2-sciegierz-prosty-i-lukowy
Pomiędzy radami jak dobrać munsztuk do konia zalecano, by munsztuk którego koń nie gryzie albo się nim nie bawi zmienić na taki który gryząc wargami zapieni.
Dobór munsztuka jak pisał Pieniążek był dla ówczesnych kawalkatorów sztuką najprzedniejszą i sacrum , a kto nie wierzy snadnie tego zawsze doświadczyć może.
Przy tym należy pamiętać że swobodny munsztuk był jedynie uzupełnieniem dosiadu , elastycznej ręki i odpowiedniej sylwetki jeźdźca o czym pisałem w „Czasie długich strzemion”.

O anglezowaniu

O anglezowaniu słów kilka.
Anglezowanie „wymyślone” w XIX wieku przez angielskich listonoszy, bez względu na to, czy jedynie po to by poprawić warunki ich pracy, czy po to by ulżyć koniowi, prawidłowo wykonywane spełnia oba cele, nieprawidłowo wykonywane pomaga człowiekowi ze szkodą dla ruchu wierzchowca.

By określić jak wygląda prawidłowe i nie prawidłowe anglezowanie należy sięgnąć po książkę Janes-a Fillis-a napisaną pod koniec XIX wieku, w Polsce wydaną w 1930 roku „Zasady ujeżdżenia i jazdy konnej” gdzie o anglezowaniu J. Fillis pisze : … jeździec nie powinien starać się unosić – tylko pozwolić się unosić. Kostki i kolana jeźdźca powinny brać udział ,podtrzymując jego ruch i ułatwiać opuszczenie się jego w siodło, miękko i w takt, wskazany przez chód konia. Kłus ten powinien być zawsze „z pod siebie” , prosto- z dołu do góry, tzn. że trzeba się dać się unosić przez konia przy udziale kolan i kostek , a bez udziału górnej części ciała. W przeciwnym razie lędźwie i ramiona jeźdźca będą naprężone, przez co stanie się sztywny i nie tak bardzo związany z koniem. Tułów więc powinien unosić się i opadać zgodnie z ruchem konia. Nic nie ma brzydszego nad widok, gdy jeździec zamiast pomagać sobie wyłącznie nogami, napina lędźwie, bo wówczas brzuch jego to wysuwa się ku przodowi przy unoszeniu, to cofa – przy opuszczaniu w siodło.
Podobnie brzmi odpowiedź na pytanie nr. 267 na brązową odznakę PZJ … jeździec nie wysiaduje każdego kroku konia, lecz znajdując oparcie na kolanach i strzemionach , unosi się na jeden krok w siodle, by w następnym znów miękko w nie powrócić .
Wydaje się, że pomiędzy słowami … Nie powinien starać się unosić – tylko pozwolić się unosić… a …unosi się na jeden krok…nie ma wielkiej różnicy jednak w nich zamknięta jest tajemnica dlaczego współcześnie większość jeźdźców anglezuje nieprawidłowo.
W czasach J. Fillisa w zachodnim stylu jazdy jeżdżono z długimi strzemionami z rozluźnionymi mięśniami nóg dzięki czemu przy anglezowaniu ruch w górę nadawała jeźdźcowi podnosząca się kłoda konia. (Wg angielskich zasad szkolenia noga jeźdźca od kolana ku dołowi powinna wisieć i być odchylona od pionu nieco do tyłu, kontakt ma być wywołany chwytem uda, dopuszczalne jest realizowanie tego celu tylko wewnętrzną częścią łydki. Jeśli pozwoli się użyć tyłu łydki, doprowadzi to od razu do odsunięcia kolana od siodła co doprowadzi do osłabienia chwytu udem zamiast jego zaakcentowania ( Manual of Horsemastership, Equitation and Animal Transport – Londyn 1937)
Współcześnie, nawet jeśli wiadomo, że łydka ma tylko przylegać do boku konia to z reguły jest do niego wręcz przygwożdżona lub rytmicznie o niego uderza (jak przy „strzelaniu obcasami”). Jeździec podrywa się tym wyżej im ma krótsze strzemiona, a rytmiczne napinania mięśni prowadzi do usztywnienia całej jego sylwetki. Przy prędkości poruszania się w kłusie, od 200 do 250 m/min, przemieszczająca się w pionie i poziomie (…brzuch jego to wysuwa się ku przodowi przy unoszeniu, to cofa – przy opuszczaniu w siodło…) masa jeźdźca wywołuje spore siły na które koń musi zareagować usztywnieniem kroku, przypomina to sytuację człowieka niosącego np.30 kg plecak, który nagle zaczyna rytmicznie podskakiwać. Przyłożona sztywno lub kłapiąca łydka pobudza konia do przyspieszenia na co jeździec odpowiada ciągnięciem za wodze, walcząc ze sobą osiągają pewien stan równowagi, który jednak nie ma nic wspólnego z harmonią ruchu do jakiej powinien dążyć jeździec, który po jeździe narzeka, że koń na twardy chód.
Przy jeździe z rozluźnionymi mięśniami nóg i swobodnej łydce do usztywnienia jeźdźca nie dojdzie, gdyż dzięki luźnej kostce opuści piętę w dół i pozostanie na ułamek sekundy w siodle. Amplituda ruchu dół – góra równa jest w takiej sytuacji dystansowi jaki pięta pokona od maksymalnego wychylenia w dół do poziomu. Tułów jeźdźca będzie poruszał się jedynie w kierunku góra dół razem z kłodą konia.

gen-j-pershing

Przykład klasycznego dosiadu, portret konny Gen. John Pershing
obraz Wojciecha Kossaka 1921 ( reprodukcja ze zbiorów autora)

Jest kilka przyczyn prowadzących do anglezowania w górę. Jedną z podstawowych jest jazda z za krótkimi strzemionami w siodle o nieprawidłowym profilu wzdłużnym i poprzecznym, kolejną, zbyt szybkie pozwolenie na anglezowanie w czasie szkolenia wstępnego. Łącznie pozwalają one „przyspieszyć” szkolenie, początkujący dość szybko zaczynają poruszać się z większymi prędkościami co daje im oczekiwaną satysfakcję jednak ze szkodą dla ich wyszkolenia. Postulat wyeliminowania anglezowania ze szkolenia podstawowego i jazdy w ogóle może wydać się zbyt radykalny ale racjonalnie patrząc jeśli mechaniczne anglezowanie przez podrywanie do góry prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia to zdecydowanie lepiej nie anglezować. Jazda kłusem ćwiczebnym (na przełomie XIX i XX wieku nazywanym francuskim !) nie prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia. Wymaga od człowieka więcej pracy, na początku z powodu zmęczenia ma on mniej satysfakcji z pokonywania przestrzeni, jednak na długą metę jest dla niego i dla konia bardzo korzystna a przy okazji poprawia muskulaturę brzucha jeźdźca.

dosiad-manual-1937

Przykład klasycznego dosiadu, sylwetka jeźdźca
wg Manual of Horsemastership, Equitation and
Animal Transport – Londyn 1937( rysunek ze zbiorów autora)

rtm-adam-krolikiewicz-na-picadorze

Dosiad parkurowy ppłk Karol Rómmel na Revcliffie
( zdjęcie ze zbiorów autora)
Dobre opanowanie jazdy kłusem wysiadywanym jest warunkiem niezbędnym do opanowania techniki właściwego anglezowania ale do tego nie nadają się siodła skokowe o stromym profilu siedziska (od najniższego punktu do tylnego łęku) gdyż pomimo wydłużenia strzemion nie pozwalają jeźdźcowi prosto siąść w siodle. W takim siodle miednica jeźdźca pochylona jest do przodu co ułatwia mu „złożenie” się do skoku ale utrudnia wysiadywanie kłusa. W płaskim siodle kołyszący ruch zadu konia jest łatwy do wyczucia i tożsamy z ruchem idącego człowieka, który stawiając np. prawą stopę czuje jak prawa strona jego miednicy opuszcza się minimalnie w dół. Siedząc w siodle wystarczy by w momencie gdy koń stawia np. tylną prawą nogę jeździec „postawił” razem z nim swoją prawą ( wpadł w „dołek” który pojawia się pod jego prawym krętarzem mniejszym- kością siedzeniową ) po czym lewą itd.. W kłusie częstotliwość tego ruchu jest większa a wychylenie boczne miednicy mniejsze. Zatem by zsynchronizować swoje ruchy z ruchem konia należy zacząć od kilku kroków (od 3 do 5) kłusa wysiadywanego po czym wrócić do stępa. Tylko wielokrotne powtórzana nudna sekwencja „startu” do wysiadywanego kłusa i powrotu do stępa po kilku krokach doprowadzi do opanowania tej czynności. Ważne by na początku nie przekraczać liczby 5 kroków gdyż w kłusie sztywny jeździec łatwo wypada z rytmu, dodatkowo częste przejścia do stępa poprawiają zachowanie jeźdźca także w tej fazie ruchu. Z biegiem czasu należy wydłużyć odcinki przejeżdżane kłusem ćwiczebnym.
Dopiero po opanowaniu jazdy kłusem wysiadywanym można zacząć anglezować, pamiętając, że bez długich strzemion (przy zwieszonej swobodnie nodze podstopie strzemienia powinno znajdować się w linii podeszwy buta pod piętą.), elastycznej uginającej się przy opadaniu w dół kostki i elastycznej całej sylwetki jeźdźca nie da się tego zrobić prawidłowo.

Dlaczego brzydkie, nieprawidłowe anglezowanie jest u nas tolerowane? Być może dlatego, że
powszechnie przyjęto, iż jeździectwo jest sportem wyczynowym i w związku z tym wszystkich adeptów szkoli się wg zasad sportu wyczynowego opracowanych w XX wieku, gdy tymczasem dla większości jeźdźców jest to sport ekstremalny ( nie chcą skakać ani ujeżdżać koni, chcą po prostu na nich jeździć ) i to dla nich przestarzałe (sprzed epoki sportu wyczynowego) ale sprawdzone przez setki lat metody będą właściwsze.
Dodatkowo szkolenie wszystkich jeźdźców wg zasad sportu wyczynowego prowadzi do zniechęcenia olbrzymich rzesz entuzjastów odpadających na samym początku oraz do powielania błędów w wyszkoleniu „twardzieli” którzy je przetrwali.

17-03-2013 Stare Babice

Moda i chwała kawalerii

Dynamicznemu rozwojowi jeździectwa po 1990 roku od początku towarzyszyło przekonanie, że dosiad ze skróconymi strzemionami jest poza uprawiającymi ujeżdżenie właściwy dla wszystkich jeźdźców, przy czym powoływano się na wzory wyniesione z drugiej kongresówki oraz na przedwojenną polską szkołę jazdy.

W latach 1945-1990 jeździectwo było sportem niszowy, stąd kadra szkoleniowa wywodząca się z PRL-u, w czasach którego, w jeździectwie wyczynowym odnoszono spektakularne sukcesy nie znała innych wzorów jak wyczynowe. Na przełomie XX i XXI gdy zaczął rozwijać się ruch rekonstrukcyjny, bazujący na tradycji polskiej kawalerii od średniowiecza do okresu międzywojennego, okazało się, że wzorce wyczynowe nie pasują do każdej epoki. Początkowo najliczniejsza kawaleria ( zielona) przedwrześniowa jeździła w dosiadzie sportowym uzasadniając go wzorami czerpanymi z polskiej szkoły jazdy. Burzliwą dyskusję zielonych z historycznymi na temat jak to wyglądało naprawdę przerwało pojawienie się w Internecie filmów i zdjęć z okresu międzywojennego dzięki którym okazało się, że inaczej jeżdżono w polu a inaczej na parkurach. Zanim to odkryto, długo panowało przekonanie, że w sportowym dosiadzie jeździła cała przedwojenna kawaleria, co zostało ugruntowane między innymi przez publikacje z okresu II-ej kongresówki za czasów której przedwojennej kawalerii nie lubiano, jednak sport nawet sanacyjny uważano za użyteczny propagandowo, dlatego publikowano zdjęcia oficerów pozujących w dosiadzie parkurowym. Tak oto przedwojenna moda na sportowy wygląd stała się ikoną i przesłoniła prawdę historyczną.

Zanim powstała polska szkoła jazdy, w centrum wyszkolenia w Grudziądzu dowodzili oficerowie wywodzący się z CK armii Austriackiej – generał Stefan Castenadolo Kasprzycki (1870 -1936) i szef wyszkolenia Chorwat płk Franciszek Adamovich de Czepin ( 1873-1932) forsujący styl jazdy wg zasad Reitleiter Instytut z Wiednia, bliski współczesnej hiszpańskiej szkole jazdy, którzy wręcz uważali, że przyszłym oficerom kawalerii nie potrzebne jest wyszkolenie skokowe. Wraz z mianowaniem na stanowiska komendantów oficerów wywodzących się z armii rosyjskiej wyszkolenie skokowe przestano uważać za zbędne. Niewątpliwie wpływ na tę zmianę miały sukcesy sportowe Karola Rómmla, Leona Kona, Sergiusza Zahorskiego i innych oficerów wywodzących się przeważnie z armii rosyjskiej oraz praca byłego carskiego oficera Dymitra Exe, który po roku 1920 osiadł w Polsce i początkowo szkolił oficerów 1go pułku ułanów Krechowiekich a później wspólnie z Leonem Konem, Karolem Rómmlem także polskich olimpijczyków.
Wszyscy ww. wymienieni byli pośrednio ( przez swoich kolegów z rosyjskiej kawalerii tj. Dymitra Exe, Aleksandra i Pawła Rodzianko, M. Pieszkowa, Pawła Tanajewa, W. Andrzejewa znających już włoską szkołę jazdy) lub bezpośrednio uczniami Jamesa Fillisa( 1834-1913).

dosiad-wg-j-filisa

Sylwetka jeźdźca w dosiadzie klasycznym
wg Jamesa Fillisa. Jeździec prezentuje jeden z stosowanych
wówczas sposobów trzymania wodzy, w lewej ręce
munsztukowe, w prawej wędzidłowe.
Anglika, który zanim opracował własny system szkolenia koni, który opisał w książce „Zasady ujeżdżenia i jady konnej” wydanej w Polsce w 1930 przez Wojskowy Instytut Naukowo Wydawniczy, współcześnie dostępnej także jako reprint wydawnictwa Antyk Marcina Dybowskiego, pracował przy przeprowadzania koni z Anglii do wszystkich krajów europy, na wyścigach, w cyrku, a od 1898 do 1910 w Rosji jako instruktor w oficerskiej szkole jazdy.

rtm-adam-krolikiewicz-na-picadorze

Rtm Adam Królikiewicz na Pikadorze – dosiad
parkurowy – FOTELOWY bo udo prawie poziomo , krótkie strzemiona ale siedzi prosto, jak w hiszpańskim stylu jazdy z XIV
– XV wieku na siodle typu ginta ,siodło wyraźnie
cofnięte nie na łopatkach, jeździec siedzi w połowie kłody konia.

Indywidualne umiejętności nabyte przed pierwszą wojną światową od Jamesa Fillisa i Rosjan z nim związanych w niczym nie umniejszają wkładu polskich jeźdźców w utworzenie systemu szkoleniowego nazywanego polską szkołą jazdy. Należy pamiętać, że to co dzisiaj jest powszechnie znane, wtedy dopiero odkrywano i zaczynano stosować. Na zawodach, w zależności od ich rangi, do 1939 skakano przeszkody o wysokości 100-140 cm i szerokości od 3 do 5 m z wyznaczonym tempem poruszania się konia, zaś 150-160 cm zaliczano do potęgi skoku, bito także rekordy wysokości, np. 205 cm Bronisław Peretiakowicz na Kingu 1-06-1914 na Agrykoli w Warszawie i długości skoku 694 cm Karol Rómmel na Monna Vanna – 1913 w Petersburgu. Rozgrywano także konkursy w tzw. systemie Turyńskim tj. skakano niezbyt wysoką przeszkodę ale ze słupkami ograniczającymi jej szerokość, w kolejnych przejazdach przybliżając je do siebie z 2,5 do 1 m. Patrząc z perspektywy kilkudziesięciu lat można powiedzieć( tak twierdzi np. Bronisław Skulicz autor książki „Ujeżdżenie i skoki” wydanej przez Wydawnictwo Naukowe PWN w Warszawie 1992), że w polskiej szkole jazdy nie było niczego szczególnego gdyż do podobnych rezultatów w podobnym czasie doszli szkoleniowcy na całym świecie. Nie jest to jednak prawda gdyż tylko dzięki połączeniu dobrego opanowanie ujeżdżenia z włoskim systemem jazdy, opracowanym przez Federico Caprillego było możliwe stworzenie efektywnego systemu szkoleniowego.
Przy czym w przeciwieństwie do szkoły włoskiej, w której zaniedbano nauki klasycznego ujeżdżenia, na skutek czego włosi umieli tylko skakać i w związku z tym nie próbowali startować w WKKW i ujeżdżeniu, w polskiej szkole, zwracano dużą uwagę na wyszkolenie ujeżdżeniowe i wszechstronność koni. Do tego ówczesne ujeżdżenie wg. systemu Jamesa Fillisa, nawet jeśli uprawiane nie w pełnym zakresie tzn. bez galopowania do tyłu i innych „cyrkowych” sztuczek, różniło się od współczesnego. Tych różnic nie można tłumaczyć na korzyść współczesnego ujeżdżenia unowocześnieniem stylu jazdy, gdyż biomechaniki ruchu konia i człowieka na nim jadącego nie można unowocześnić. Od setek lat, masa x prędkość wytwarza siłę która na jeźdźca działa jednakowo bez względu na to, czy ma na głowie toczek, cylinder czy kowbojski kapelusz. U nas od lat zamiast uczyć jeźdźców jak mają reagować gdy te siły na nich oddziaływają stosuje się „patenty” w postaci ciasnych siodeł z poduszkami z każdej możliwej strony, czarne wodze, czambony, wypinacze, wędzidła przypięte nachrapnikami do żuchwy konia, toleruje sztywną sylwetkę, anglezowanie przez podrywania, poruszanie dłońmi jak przy praniu (jak szop pracz ) co wywołuje u konia nawyk poruszania głową z boku na bok, kiwanie głową jeźdźca ( jak dzięcioł) w takt kroków konia , kłapanie łydkami, zawisanie na wodzach, i sporo innych „unowocześnień” nie znanych w czasach istnienia polskiej szkoły jazdy.

Czy po latach mniej lub bardziej udanych eksperymentów z udoskonaleniem dosiadu uda się u nas wrócić do klasycznego ( prawdziwego klasycznego, przed XX wiecznego) zachodniego stylu jazdy, zapoczątkowanego w czasach Ksenofonta, rozwijanego i udoskonalanego przez Don Duarte, Francisa Robichon de la Gueriniere, Williama Cavendish-a, Jamesa Fillis-a?. Do stylu, który da przyjemność z jazdy konnej „amatorom” i będzie podstawą do dalszego szkolenia wyczynowego?.
Karol Tomczyk

Mniej wodzami, więcej sobą!.

Podstawowa zasada jaką powinien zaakceptować każdy jeździec, zarówno początkujący jak i zaawansowany, brzmi – jeśli coś w czasie jazdy nie wychodzi, to wina leży zawsze po stronie człowieka, gdyż to on nie potrafi przekazać koniowi właściwej komendy.  Pamiętać o tym należy zawsze, przed każdym nawet najprostszym działaniem jakie towarzyszy jeździe konnej. Problem tkwi w tym, że wielu jeźdźców przeszkadza samym sobie, gdyż wydają  w czasie jazdy więcej komend niż są tego świadomi, a winą za błędy obciążają wierzchowce. Niezauważalna sprzeczność w ruchach jeźdźca, które koń przyjmuje jako rozkazy do wykonania ma źródło w podświadomym kompensowaniu wychyleń i obrotów ciała. Ten istotny dla jeźdźca mechanizm najłatwiej opisać na przykładzie zmiany kierunku jazdy. Dość często zdarza się, że podczas jazdy po łuku koń zaczyna wypadać zadem na zewnątrz lub wpadać przodem do wnętrza łuku, jeździec próbuje zapobiec temu przesuwając zewnętrzną łydkę za popręg (jeśli koń wypada zadem) lub wysuwając wewnętrzna przed popręg ( jeśli koń wpada do wnętrza łuku) a zaciąganie wodzy prowadzi do jeszcze silniejszego trawersowania. Przyczyną tego zjawiska jest kontrowanie miednicą skrętu ramion(*), czego każdy człowiek uczy się stawiając pierwsze kroki a umiejąc utrzymać postawę pionową w ogóle na ten mechanizm działania własnego ciała nie zwraca uwagi. Z chwilą, gdy znajdzie się na grzbiecie konia, jeśli nawet nieznacznie skręci pas barkowy np. w lewo, to jednocześnie będzie kontrował ten obrót dolną częścią tułowia ( miednicą), a to, w czasie jazdy oznacza dwa sprzeczne, nakładające się na siebie polecenia.

Trzecią komendę, którą większość jeźdźców uważa za podstawową, koń otrzymuje za pośrednictwem wodzy, ale zanim jeździec przełoży wodze w geście rowerzysty, najpierw powinien pomyśleć, że chce pojechać np. w lewo i podążyć za myślą całym swoim prawym bokiem (rys. A i B)  wokół chwilowego punktu obrotu na siodle, który dotyka lewym krętarzem mniejszym.

skret-a

Rys. A : Jeździec w dosiadzie historycznym, zaczyna skręcanie od obrotu tułowia wokół wewnętrznego krętarza mniejszego z jednoczesnym napieraniem na bok konia zewnętrznym kolanem i udem w takt kroków.

skret-b

Rys. B: Jeździec w dosiadzie historycznym, w czasie jazdy po łuku, pas barkowy i linia bioder w jednej płaszczyźnie  pokrywającej się z promieniem koła po którym się porusza, napieraniem kolanem i udem w takt kroków na bok konia wzmacnia sygnał od tułowia.

Ważne jest by wykonywać tę czynność całym zewnętrznym bokiem bez skręcania górnej części tułowia, lina barków musi pokrywać się z linią łączącą krętarze mniejsze .

skret-c

Rys. C :. Jeździec w dosiadzie historycznym. Sygnał do zmniejszenia promienia koła po którym się porusza – prawe ramię lekko z przodu, linia bioder prostopadle do konia, kolano i udo w takt kroków napierają  na bok konia.

skret-d

 Rys. D : Jeździec w dosiadzie wyczynowym, skręca  tylko wodzami, sam nadal jedzie  na wprost, koń pomimo skręcenia szyi wypada na zewnątrz.

W czasie  jazdy po łuku trzeba pamiętać, że po wejściu w zakręt, siedząc w pozycji wyprostowanej należy cały czas kontrolować promień  łuku po w którym chcemy jechać. Skręcenie góry tułowia, tak że wewnętrzne ramię znajduje się z tyłu a zewnętrzne z przodu wzmocnione naciskiem zewnętrznego uda na zewnętrzną łopatkę konia, jak na rys . C spowoduje zmniejszenie promienia skręcania. Można oczywiście próbować jechać po łuku w lewo z prawym ramieniem zostawionym za sobą   jak na rys. E, ale w takim przypadku nawet przy maksymalnie w lewo wykręconej końskiej głowie pojedziemy trawersem tam, gdzie koniowi wyjdzie średnia pomiędzy sygnałem od wodzy( sygnał skręcaj w lewo) , naszym zostawionym z tyłu ramieniem ( sygnał skręcaj w prawo!)  a ustawieniem miednicy (sygnał – skręcaj w lewo).

skret-e

Rys. E : Jeździec w dosiadzie wyczynowym, zewnętrzne ramię  z tyłu, linia bioder skierowana do wewnątrz, wodze mocno skierowane w lewo, koń wypada z łuku i idzie trawersem po wypadkowej pomiędzy kierunkiem wskazywanym przez linię barków a linią bioder .

skret-g

Podobny przypadek, przedstawia rys. G na którym widać, że jeździec chce jechać w lewo, w tym celu skręcił pas barkowy w lewo ale dół czyli miednicę ma nadal ustawioną w prawo (bezwiedna reakcja dolnej części ciała na skręcenie jego górnej części). W takiej sytuacji koń reaguje na sygnał od dosiadu czyli pomimo zaciągnięcia wodzy w lewo pójdzie trawersem w prawo (wypadnie z łuku) zamiast tylko skręcić w lewo. Szkice E i G są celowo przerysowane w celu dokładnego ukazania nieprawidłowej pozycji jeźdźca. W praktyce wystarczy słabsze odchylenie linii barków w stosunku do linii miednicy (krętarzy mniejszych) by koń szedł wg zasady naturalnej hierarchii komend tzn. dosiad ważniejszy od ręki i ramienia .  Pokonanie siły odśrodkowej oraz bezwładności ciała a także oporu własnych  przyzwyczajeń w czasie jazdy po łuku, na początku wcale nie jest takie łatwe.  Trzeba ćwiczyć zautomatyzowanie tej czynności w czym nie pomaga zmysł równowagi piechura proporcjonalnego skręcającego tułów w czasie pokonywania łuku – rys. F.

skret-f

Rys.F : Pieszy na łuku linia barków i linia bioder pokrywa się z promieniem koła po którym maszeruje.

Piechur idąc, podświadomie, proporcjonalnie do promienia łuku który pokonuje, gdy jego zewnętrzne ramie musi pokonać większy dystans niż wewnętrzne, ustawia kąt położenie tułowia w stosunku do osi koła po którym się porusza, dodatkowo odpowiednio do niego ustawia stopy. Idąc po łuku, nie wysuwa stopy po prostej przed siebie, następnie nie przesuwa jej w bok i na końcu skręca przed postawieniem na ziemi, tylko od razu kieruje po łuku w miejsce na którym chce się podeprzeć. Ten sam mechanizm może wykorzystać jeździec, jeśli jest świadomy, że akcji ramion towarzyszy reakcja miednicy. W praktyce nie musi się skręcać aż tak bardzo, jak to jest przedstawione na rysunkach B i C.  Nasz układ sterowania ruchem jest tak „zaprogramowany”, że myśli, czyli zamiarowi działania towarzyszy napięcie określonych partii mięśni, a to stanowi sygnał na który po kilku próbach koń będzie reagował prawidłowo.  Łącząc konieczność komunikacji z koniem przy pomocy krótkotrwałych, jednoznacznych komend z konsekwentnym panowaniem nad elementami własnego ciała oraz świadomością jakie są skutki ich wzajemnego oddziaływania oraz jak odbiera je wierzchowiec, jeździec otrzymuje narzędzie pozwalające mu poruszać się z koniem w jednym rytmie.

Panowanie nad własnym ciałem pozwala zmniejszyć presję wodzy, co koń, może nie od razu, potraktuje jako objaw zaufania ze strony jeźdźca i odda z nawiązką.

*- skręceniu ramion w pozycji siedzącej np. w lewo towarzyszy bezwiedna „kontra” miednicą w prawo ( ramiona w prawo- miednica w lewo).